Kobiecy życiorys

Jesień 1918 roku była taka jak wszystkie inne na wsi, odmierzana rytmem prac polowych. Wieczorami, schodzili się sąsiedzi, czytali gazety, mówili o dalekim świecie, o nowinkach technicznych, o kończącej się wojnie i powracających rannych żołnierzach.

W 1918 roku Marysia też czekała aż chłopcy wrócą z wojny. Marzyła, że wśród nich będzie ten, który zrozumie jej ciekawość świata. Może wyjadą razem do miasta, nie będzie tej wiejskiej monotonii. Nie przeczuwała nawet, że sprawy się tak bardzo skomplikują.

Przed samym dniem Wszystkich Świętych we wsi gruchnęła wieść, że rozpadła się Monarchia a Słowacy i Czesi utworzyli jedno państwo. Po co więc sześć lat uczyła się w szkole tej dziwnej mowy? W kościele modlili się po słowacku, w domu mówili gwarą. We wsi wszyscy się rozumieli, co innego urzędowy węgierski. Tego się musieli uczyć na pamięć, inaczej się nie dało. To teraz pisać będziemy po słowacku? Albo po polsku? Pamiętała, że parę lat temu tatuś przyniósł i schował na dno kufra broszurkę  „Co my za jedni”. Przeczytali w domu, pokiwali głowami. Przynajmniej dało się zrozumieć, chociaż pojąć było trudno. Jak to jesteśmy Polakami, kiedy w Monarchii żyjemy. Ale ksiądz (Machay) się przecież nie może mylić. Polska będzie lepsza niż Czechosłowacja. Przecież Czesi to bezbożnicy, kościoły zamkną, księży zabiorą! Jakże to nie iść do kościoła w niedziele i święta! A sakramenty?

Maria Migdałowa z d. Jabłońska w 1938 r. odznaczona Medalem Niepodległości

Brat Karol w Ameryce, Wendelin w Czarnym Dunajcu w Legii, siostry Paulina, Karolina i Joanna też już poszły na swoje, Marysia została w domu, pomagała rodzicom na gospodarce. Ktoś przecież musiał ziemię obrabiać i zwierząt doglądać. Czasem bratu zanosiła trochę jedzenia, wiadomo jak to w wojsku karmią. Mówił, że w Nowym Targu plebiscyt przygotowują, że nie ma się co namyślać tylko za katolicką Polską głosować. Druki ulotne a nawet tajne listy od Wendelina brała do kobiałki i lasami przenosiła do Jabłonki do Piekarczyków. Ulotki nosiła nawet do Bobrowa, Namiestowa i do Słanicy, do Pauliny, która rozdawała je sąsiadom. Zdarzyło się, że na patrol trafiła, uciekała co sił, nawet strzelali za nią. Kiedy w 1920 r. plebiscyt odwołano, a po dwóch tygodniach światowi politycy w Belgii narysowali granice między Polską i Czechosłowacją, cieszyła się, że Jabłonka będzie w Polsce. Szkoda, że Paulina została za granicą.

Brat Marii, Wendelin Jabłoński w 1937 r. odznaczony Medalem Niepodległości

Wendelin wrócił z wojska, ożenił się i teraz on gospodarzył z rodzicami. Bieda była, sprzedawało się cielęta, świnie czy drób, byle podatki zapłacić. Za Monarchii, jako dwudziestolatka pojechałaby na roboty w głąb Węgier, ale teraz granice się zmieniły. W Polsce o robotę trudno, a jeszcze trudniej takim, co dobrze po polsku nie umieją.

Drewniany dom rodzinny stawał się z roku na rok ciaśniejszy, rodzina brata się powiększała, a ona była coraz bardziej zgorzkniała. Jako stara panna nie spodziewała się już niczego dobrego od życia.  W 1929 r. los się jednak do niej uśmiechnął. Nazywał się Jan Migdał. Poznała go na środowym jarmarku przy skupie bydła. Maria stała się uosobieniem kobiecego powabu, aby tylko przystojny mężczyzna z Buczkowic się z nią ożenił. Nareszcie miała szanse wyjechać w świat! Już nie myślała o monotonnym życiu i gospodarce, bo mąż był rzeźnikiem. Dobrze jej tam było. Rodzina bardzo pobożna, brat męża był księdzem, siostra zakonnicą. Rzadko przyjeżdżała do Jabłonki. Bratanice z podziwem patrzyły na pierścionki z kolorowymi oczkami na jej rękach. Nie doczekała się własnych dzieci. Sądziła, że któreś z bratanków z nią zamieszka. Najpierw kilka lat mieszkał z nią najstarszy syn Wendelina, potem córki. Młodzież miała u niej lepsze warunki do życia, ale pozostać tam nie chciała. Pojawiły się bowiem szanse na wyjazd na ziemie zachodnie, gdzie zamieszkała najstarsza córka brata i pomogła rodzeństwu tam się osiedlić.

Parafia w Buczkowicach nosi tytuł Przemienienia Pańskiego, podobnie jak w rodzinnej wsi Marii. Fot. Wikimedia Commons/DTG (CC BY-SA 3.0)

Migdałowie znowu zostali sami. Maria zmarła nagle na udar krwotoczny. Mimo zimy, jej pogrzeb zgromadził rodzinę Wendelina zamieszkałą jeszcze w rodzinnej wsi. Schorowany Jan do Jabłonki już nie przyjeżdżał.

 

ZOBACZ TAKŻE: Orawskie Bojowniczki Niepodległości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *