Zagubiona mogiła polskich bohaterów Września 1939 r.

Jak wyglądał na Orawie dzień niemieckiej napaści na Polskę w 1939 r. Z jakimi troskami do wybuchu II wojny światowej podchodziły rodziny obrońców ojczyzny? Obraz kampanii wrześniowej i losów żołnierzy zawierają wspomnienia Alojzego Śmiecha z Piekielnika.

Miałem wtedy 17 lat. Dnia 1 września 1939 r. mamusia wstała dość wcześnie, bo miała piec chleb. Usłyszała odgłosy z dział, które padały od strony Słowacji. Zwróciła się do nas śpiących, żebyśmy wstali bo chyba wybuchła wojna.

Z nastaniem świtu pojawiły się samoloty niemieckie, a z Jabłonki widać było płomienie pożarów. Słychać było warkot czołgów i samochodów. W końcu pojawiły się pierwsze patrole niemieckie, a za patrolami całe kolumny oddziałów zmotoryzowanych.

Ja z kolegą, stojąc przy drodze patrzyłem na tę potężną armię i jej uzbrojenie. Ojciec zwrócił mi uwagę, że bracia twoi będą z nimi walczyć i abym się nie uśmiechał i odszedł z drogi. To był pierwszy dzień. Nic nie robiliśmy w polu, tylko spakowaliśmy ubrania na wypadek pożaru lub ewakuacji.

W sobotę, dnia 2 września doszły do nas wiadomości, że wojsko polskie walczy, bo słychać było strzały. W niedzielę 3 września Niemcy ogłosili aby o godz. 13 wszyscy mężczyźni od lat 16 do 60 stawili się na wyznaczonym miejscu w celu przeprowadzenia zebrania. Gdy ludzie się zebrali, Niemcy otoczyli ich i samochodami wywieźli na Słowację do obozu w Rużomberoku. Ja im uciekłem. Z Piekielnika wywieziono około 200 mężczyzn. Trzymali ich tam 10 dni.

Do tego obozu Niemcy przywozili ciężko rannych żołnierzy polskich z walk pod Wysową, między innymi i mojego brata Jana, który tam zmarł, jak i wielu innych, następnie jeńców z frontu i wielu cywilów. Niemcy rozstrzelał tam 2 polskich oficerów. Chowano wszystkich na miejskim cmentarzu w zbiorowej mogile. Gdy w 1943 r. odwiedziłem ten cmentarz, w środku 8-metrowej mogiły stał krzyż brzozowy z napisem: Tu spoczywają polscy żołnierze polegli w obronie Ojczyzny w 1939 roku. Mogiły tej już nie ma, stwierdził to polski ambasador w Bratysławie. Nazwiska ich bez podania narodowości są zapisane w księgach miejscowego urzędu. I tak mogiła naszych żołnierzy zniknęła. Pamięci tej mogiły poświęciłem wiersz:

Zapomniana mogiła

Z dala od Kraju są tam cmentarze, gdzie spoczywają polscy żołnierze,
których zabrano z ranami, z walki i odwieziono do obcej chatki.

Tam po cierpieniach w obcej krainie, z myślą o Polsce i o rodzinie,
skończyli życie w pogodną jesień, oczy im zamknął tragiczny wrzesień.

Mieli marzenia gdy umierali, żeby spoczęli na polskiej ziemi,
ale im tego szczęścia nie dano i na Słowacji ich pochowano.

Usypano im skromne mogiły i postawiono krzyżyk brzozowy,
napis wyryto na grubej tekturze „Tu spoczywają polscy żołnierze”.

Roczek za rokiem umknął i minął, krzyżyk spróchniały na ziemię runął,
opustoszała skromna mogiła, zapomniał Naród, także rodzina.

Gdyby te groby były tu w Polsce, klęknąłby na nich kolega jeszcze,
rodzina by na nich wieniec złożyła, władza by pomnik im postawiła.

Pisząc ten wierszyk, wierzę w swej duszy, że może kogoś sumienie ruszy,
zbuduje pomnik choćby z kamienia, ku wiecznej sławie i czci żołnierza.

 

***

Jan Śmiech ur. 1914 r. w Piekielniku, zmobilizowany do oddziałów Obrony Narodowej, po walkach granicznych na Orawie, razem z grupą żołnierzy walczył pod Wysoką, gdzie został ciężko ranny. Przewieziony wraz z innymi do słowackiego szpitala w Rużemberku, zmarł i został pochowany na miejskim cmentarzu. Istniejące początkowo groby’ zostały zlikwidowane.

„Orawa” 4-5/1990

Nawiązanie do treści tych wspomnień pojawia się na łamach książki Alojzy Śmiech. Góral spod Babiej Góry, Szaczawnica 2018.

Urodził się 3 listopada 1921 r.  – pisze o bohaterze swojej publikacji Ryszard M. Remiszewski – pamiętam jak realistycznie opowiadał o wkroczeniu wojsk niemieckich na Orawę 1 września, widział z oddali palące się domostwa w Jabłonce, z nastaniem świtu pojawiły się samoloty niemieckie i wojskowe patrole, a za nimi kolumna czołgów jadące od strony Jabłonki. Wspominał braci: Jana, który walczył pod Wysoką, tam został ciężko ranny i Józefa, jego jednostka stacjonowała w Tarnopolu, z wojny nie wrócił i ślad po nim zaginął.

(…) Do tegoż obozu [w Rużomberoku] Niemcy przywozili ciężko rannych polskich żołnierzy i cywilów spod Wysokiej, wielu tam zmarło, w tym brat Jan. Dowiedział się, że Niemcy rozstrzelali w obozie dwóch polskich oficerów. Wszystkich pochowano w zbiorowej mogile na miejscowym cmentarzu.

W 1942 r. został powołany do czynnej służby w armii słowackiej. Nadarzyła się okazja i w 1943 r. pojechał do Rużomberoku, udał się na cmentarz. W środku na ośmiometrowej mogile zastał brzozowy krzyż  z przyczepionym kartonem, na którym przeczytał: „Tu spoczywają polscy żołnierze, którzy zginęli w 1939 r.”. Po wojnie pojechał do Rużomberoku. Mogiły już nie było, chodził, szukał, pytał, sprawdzał w księdze zmarłych. Bardzo go to zabolało, bo chciał na mogile, gdzie pochowano jego brata uklęknąć i pomodlić się. Tak bardzo obrazowo mi o tym mówił, że aż chwytało za gardło.

Postanowił napisać do konsula polskiego w Bratysławie, pomogłem mu sformułować pismo. Respons konsula zamieszczam w części dokumentacyjnej. Nie satysfakcjonowała go odpowiedź, nie pogodził się z faktem, że mogiły nie ma. Często wracał w rozmowie do tej sprawy i Słowakom miał za złe, że tak potraktowali poległych polskich żołnierzy.

 

We wzmiankowanej odpowiedzi od konsulatu przeczytać można:

(…) pracownik kancelarii cmentarza miejskiego w Rużomberoku oświadczył, iż na wspomnianym cmentarzu znajdowała się mogiła zbiorowa żołnierzy polskich pochowanych tu jesienią 1939 r. Nie był jednak w stanie wskazać dokładnego miejsca tej mogiły a jedynie stwierdził, że znajdowała się w okolicy stojącego tam obecnie pomnika pamięci ofiar I i II wojny światowej. Stwierdził ponadto, iż w kronice cmentarza nie ma adnotacji o pochowaniu Jana Śmiecha jak również innych osób jako polskich żołnierzy.

W księdze zmarłych (Umerta metrica 1939, zverok XI) w Radzie Narodowej w Rużomberku na stronie 113 pod pozycją 175 znajduje się nazwisko Jana Śmiecha, rolnika, lat 32, wyznania rzymsko-katolickiego, zamieszkałego w Rużomberoku, który zmarł 6 września 1939 r. o godz. 19:45 na skutek przestrzelenia stosu pacierzowego. Pod pozycją 173 figuruje nazwisko Jana Brbla Butora z Chyżnego, zmarłego na skutek postrzału w dniu 6 września 1939 r. o godz. 17:00.

W powyższej księdze znajduje się wiele nazwisk o niemieckim brzmieniu osób zamieszkałych we Wrocławiu, Wiedniu i innych miastach ówczesnej Rzeszy Niemieckiej zmarłych jesienią 1939 r. na skutek postrzału. Figurują tam także nazwiska osób zmarłych z tych samych powodów bez podania miejsca zamieszkania i narodowości, jak np. pod pozycją 194 wpisano tylko: Franciszek Kuss.

W piśmie z 1989 r., które trafiło również do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa omówiono również ewentualne kroki jakie wówczas należało wykonać celem odnalezienia mogiły polskich żołnierzy.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *