Wrześniowa epopeja Cypriana Smreczaka

Cyprian Smreczak był przedstawicielem generacji Orawian dorastających w okresie między światowymi wojnami. Urodzony w 30 września 1916 r. Nim skończył 23 lata wziął udział w drugiej z nich, podczas której jego ojczyzna zmierzyła się z równoczesnym atakiem sąsiadów.

Pierwsze dziecięce wspomnienia Orawianina z Lipnicy Małej sięgają początku lat 20. XX w. Przywołuje w nich zjawiska i ludzi związanych z wyzwaniami, jakie stawały przed Polską odradzającą się po latach zaborów. W kontekście wyzwań gospodarczych państwa przywołuje bolączki mieszkańców rodzinnego regionu. Wspomina krajowych polityków i lokalną elitę m.in. z ks. Ferdynandem Machayem, ks. Janem Maślakiem i Piotrem Borowym.

Od informacji o śmieci Józefa Piłsudskiego przechodzi do opisów wspomnień z przedednia wojny i samych działań zbrojnych, w których brał udział. Ich wartość i rzetelność ujawnia się w opisach szczegółów zdarzeń, które choć nie nazwane wprost określeniami utartymi przez historyków, łatwo dają się zidentyfikować.

W wieku 87 lat swoje wspomnienia podyktował bliskim. W 2019 r. ich część dotycząca wydarzeń historycznych ukazała się w broszurze wydanej przez Stowarzyszenie Rodzina Kolpinga w Lipnicy Małej. Opis udziału w kampanii wrześniowej uzupełniony został komentarzami, pozwalającymi dokładniej zrozumieć historię opowiadaną z perspektywy jej uczestnika.

 

Ja byłem do poboru 1938 r. w Czarnym Dunajcu – wspominał Cyprian Smreczak – Zostałem powołany do wojska 20 marca 1939 r. do 6. Pułku Podhalańskiego w Samborze,  a nasz II batalion szkolny wysłano do Drohobycza.

Żołnierze 6 Pułku Strzelców Podhalańskich w czerwcu 1939 r. Od lewej: Augustyn Sandrzyk z Jabłonki, Cyprian Smreczak z Lipnicy Małej i Franciszek Ryś z Jabłonki

6 Pułk Strzelców Podhalańskich wchodził w skład 22 Dywizji Piechoty Górskiej, której dowództwo stacjonowało w Przemyślu. Pułk był stacjonarnie podzielony. Jego I i III batalion stacjonowały w Samborze, a II w niedalekim Drohobyczu.

Tam służyłem w Drohobyczu. Biegaliśmy po poligonie w Starym Samborze…

W lipcu 1939 r. żołnierze pułku skierowani zostali na obóz ćwiczebny w Starym Samborze. Do koszar powrócili w obliczu narastającego napięcia wojennego.

…i w południe nad nami przeleciał samolot, a było to 29 sierpnia. Rzucał ulotki z napisem, że zbliża się wojna, ale my nie damy ani guzika od płaszcza.

Słowa „nie oddamy ani guzika” pochodzą z przemówienia generała Edwarda Rydza-Śmigłego wygłoszonego podczas XII Zjazdu Związku Legionistów Polskich w 1935 r. Odnosiły się wówczas do pojawiających się niemieckich sugestii, że Polska powinna ustąpić ws. przeprowadzenia przez Pomorze eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej łączącej Niemcy z Prusami Wschodnimi. Słowa Śmigłego stały się wkrótce popularnych hasłem propagandowym.

Zaraz w nocy wyjechaliśmy do koszar do Drohobycza. Po naradzie oficerów o 12. w nocy zbiórka. Do rana byliśmy umundurowani wszystko. Nowe. Rano rezerwa z mobilizacji nadeszła. Masa zbliża [się]. To i żony mężów odprowadzały do koszar, a my już umundurowani, tośmy my już rezerwę mundurowali. O godz. 10 przysięga i do pociągu.

W planie mobilizacyjnym przewidziano transport kolejowy żołnierzy do przygranicznego rejonu na zachód od Katowic, gdzie miała nastąpić koncentracja jednostek Armii “Kraków”. Po trwającym już od wcześniejszego dnia załadunku, rankiem 31 sierpnia 1939 r. pociąg wyruszył wraz z żołnierzami w wyznaczonym kierunku.

Płacz, zgrzyt zębów cywili i żon. Po załadowaniu dział, czołgów, koni – odjazd. Lament – „wojna”. Jechaliśmy. Kierunek: Przemyśl, Kraków, na Katowice. Lecz w Trzebini nadleciały 3 bombowce i tam nas pierwsze niemieckie bomby ostrzeliły. Wśród jednego transportu wyrwało 2 wagony w powietrze z wojskiem. I już od Trzebini szliśmy na piechotę. Płacz i lament. Cywile uciekają, blokują drogi. My naprzód dalej.

Wybuch wojny zastał przemieszczających się żołnierzy w Trzebini pod Krakowem., skąd skierowani zostali do zajęcia linii obrony w rejonie Olkusza (Bolesław-Bukowno). Po dwóch dniach obrony przed ogniem niemieckiej artylerii i ataków bombowych lotnictwa padł rozkaz wycofania się w kierunku Skalbomierza i Buska-Zdroju.

Żołnierze 6 Pułku Strzelców Podhalańskich. Pierwszy z lewej Cyprian Smreczak.

Nasz 6. pułk – mieliśmy kierunki bojowe: Katowice – Trzebinia – Miechów – Racławice – Skalbmierz – Pińczów – Busko-Zdrój – Stopnica – Kielce. Tu opisuję tylko miasta, ale co pomiędzy tym było wiosek. Boże drogi! Płacz i lament cywili, spalonych domów i trupów.

Już od 1 dnia wojny nie mieliśmy ani kuchni bo Niemcy nam rozbili.

Utrata zaopatrzenia przy jednoczesnych złych warunkach marszu i atakach wrogiego lotnictwa powodował spadek morale żołnierzy.

My Polacy na piechotę, głodni, a Niemcy zmotoryzowani wszystko. Takie porównanie żołnierza polskiego i Niemca było.

Jakie były boje Skalbomierz, Stopnica, strach pomyśleć. Przeszliśmy Busko-Zdrój. O w pół do 12. w nocy jak się zaczął bój, o godz. 3. w nocy niemiecka i polska kanonada, ogień krzyżowy. A my piechota pośród tego ognia.

W nocy z 8 na 9 września 1939 r. 22 Dywizja Piechoty Górskiej podjęła działania zaczepne na Busko-Zdrój, tzw. bitwa pod Broniną. O świcie II batalion 6 Pułku Strzelców Podhalańskich zaatakował oddział wydzielony niemieckiego VII Korpusu Armijnego jadący w kierunku Pińczowa. Wywiązała się krwawa bitwa w trakcie której między godz. 9:00 a 10:00 atak załamał się. Około 11:00 na polskie pułki uderzyła 27 Dywizja Piechoty idąca na odsiecz zaatakowanemu oddziałowi wydzielonemu. Poległo blisko 200 polskich żołnierzy, w tym kilkudziesięciu z 6 PSP. Ponad 1000 trafiło do niewoli. Również wśród Niemców straty wyniosły około 200 zabitych i kilkuset rannych.

Za mną padł pocisk niemiecki. Zostałem przysuty1 ziemią. Jak przede mną padły dwa pociski to było koło godz. 9. rano. I tak zostałem znów gliną przysuty i nieprzytomny. Nie wiem co się działo dalej. Dopiero koło godz. 16-tej przyszedłem do przytomności. Nie wiedziałem gdzie jestem, ale słyszałem straszne krzyki i strzelanie, a ponad moją głową – jak leżałem na ziemi – świst kulek z karabinu maszynowego. Oprzytomniałem, że jestem na froncie. Co robić? Nie ruszałem się bo mnie o 5 m przelatywali Niemcy z amunicją do CKM, a ja spod hełmu ich widziałem. Nic się nie ruszyłem. Da Pan Bóg to może się wyczołgam!

Kiedy ustały już strzały i zupełnie przestały ….. szli Niemcy pomiędzy trupów, doszli do mnie. Było ich trzech. Skopali. Ja nic nie drgnąłem. Mówią: tot ist – trup jest i odeszli dalej. Sobie myślę: Daj Boże mocy.

O pół godziny idą drudzy. Za pas obrócili mię na ziemi. Widząc że żyję krzyczą: Aufstehen – powstać i pokazują Hände hoch – ręce do góry. Zerwali pas i kopali, bili. Wtenczas gdy stanąłem, to widziałem masę trupów, Polaków i Niemców. Wtenczas gdy byłem ja nieprzytomny tyle trupów nabito – Polaków i Niemców.

W bitwie pod Broniną poległo blisko 200 polskich żołnierzy, w tym kilkudziesięciu z 6. Pułku Strzelców Podhalańskich. Ponad 1000 trafiło do niewoli. Również wśród Niemców straty wyniosły około 200 zabitych i kilkuset rannych. Było to największe starcie zbrojne września 1939 r. na terenie ówczesnego województwa kieleckiego.

Pomnik żołnierzy 22. Dywizji Piechoty Górskiej poległych w bitwie pod Broniną

Koło mnie straszliwe boje tam były. Wtenczas zrozumiałem że na tę 7 godzin jak ja byłem nieprzytomny był tam bój straszny. Ja miałem ręce zakrwawione od tej ziemi przysutej. Był tam straszny bój.

Żołnierze Niemieccy po tymże pobojowisku znaleźli jeszcze żyjących, Polaków – 25 osób, takich jak ja. Zebrali nas, tam wioska Pacanów i tam był dwór, obmurowany kamieniem parkan. Tam było masę wojska Niemców, a nas postawili pod ten parkan do odstrzelenia. Po 5 kryj. Ja byłem postawiony w pierwszej piątce. Ale jeszcze Niemcy wzięli nas bić i kopać ……. i rozkaz: znów postawić [jeńców pod parkan]. Tak ja drugi raz zostałem do trzeciej piątki [postawiony]. Przed każdą piątką ……. Rozkaz pierwszą piątkę odstrzelić, tam gdzie pierwszy raz stałem przed biciem.

Traktowanie jeńców było łamaniem przez Niemców międzynarodowych konwencji.

Na odgłos strzału wpada na koniu Niemiec kapitan i krzyczy: nicht schießen – nie strzelać. Na drugim koniu miał tłumacza Polaka. Przemówił do niego. Wtenczas tłumacz mówi: Żołnierze, wyście mieli być zabici tak, jak ta pierwsza piątka leży na ziemi. Wskazał na tego kapitana, że on was od śmierci wybawił i odjechali.

Nas te cztery piątki zabrali. Klęknąć na ziemi i rewizja. Wszystkie kieszenie wyrzucali na ziemię. Mnie rewidował taki blondyn koło 40 lat. Znalazł mi w kieszeni koronkę – różaniec. Pyta: Gläubige2 – wierzący? Ja mu mówię: Jawohl. Zapuszcza z powrotem do kieszeni mi ten różaniec. Mnie uratował tam od śmierci i ten różaniec mam do dzisiaj. Kupiony w 1929 r. już ma 74 lata.3 Tam mnie prowadził całą wojnę i niewolę.

Zabrano nas i całą noc staliśmy do Kielc i ani myśli o jedzeniu. W Kielcach do wagonów, a nas już tam było koło 1000 jeńców pozwożonych z frontów.

Pierwszy obóz przejściowy dla jeńców Niemcy uruchomili w Kielcach 6 września 1939 r. Natomiast kolejna, pozornie wątpliwa informacja znajduje potwierdzenie w fakcie, że Adolf Hitler był w Kielcach 10 września 1939 r. Odwiedził m.in. siedzibę Urzędu Wojewódzkiego, który mieścił się w Pałacu Biskupów Krakowskich w Kielcach. Spotkał się z miejscowym sztabem dowódczym oraz szeregowymi żołnierzami.

Tam w Kielcach widziałem Hitlera między Niemcami.

Do wagonów towarowych po 50 żołnierzy do jednego. Zamknąć i do lagru do Niemiec.

W tymże wagonie byliśmy 2 dni i 3 noce. Zawieźli nas do lagru IV-A Hoysverda.

Stalag IV-A Elsterhorst położony obok miasta Hoyerswerda w Saksonii. Powstał w 1938 r. z przeznaczeniem dla więźniów z Czechosłowacji. Po inwazji Niemiec na Polskę trafiali do niego polscy jeńcy wojenni, którzy byli wykorzystywani do pracy przy dalszej rozbudowie obozu.

Tam przeżywałem gehennę wojny, głodu, zimy, wszy, zupa z buraków. Boże mój! Ale zawsze sobie w nocy zmówiłem koronkę, to mnie krzepiło. Życia lagrowego mam krzyż spominać o tej biedzie, jak tam było.

***

Po 1 września 1939 r., 3 września na Orawę wkroczyło wojsko słowackie, zabierając Orawę (13 wiosek) oraz Spisz.

W rzeczywistości było to 15 wiosek na Orawie. Oficjalne przekazanie Słowacji części obszaru II RP nastąpiło w wyniku zawarcia tzw. Układu Ribbentrop-Cernak, podpisanego w Belrlinie 21 listopada 1939 r. W praktyce słowacka administracja na obszarach polskiej Orawy i Spisza obecna była już dużo wcześniej. 3 września 1939 r. nastąpiło wycofanie się polskiej linii obronnej z linii Wysoka i Jordanów, a tym samym zaplecze frontu przesunięte zostało poza Orawę.

Na tę interwencję pochodzących żołnierzy z Orawy i Spisza szukali po łagrach niemieckich, aby ich uwolnić z niewoli. Tak znaleźli i mnie w lagrze IV-A Hoysverda. Mój numer niewolnika był 5212. L.NA. Kriegsgefangen Polen Soldaten4.

Dlaczego szukali jeńców? To Słowacja uzyskała wolność od Hitlera. Prezydent Słowacji ks. Józef Tiso za te odzyskanie dał całą armię co miał wojska do dyspozycji Hitlera. Na tejże podstawie nas jeńców zwolniono.

Pierwsza Republika Słowacka powstała w wyniku oderwania się Słowaków od Republiki Czesko-Słowackiej (1938-1939), wcześniej Czechosłowacji. 14 marca 1939 r. parlament słowacki ogłosił akt niepodległości, co podyktowane było zachętami i groźbami ze strony hitlerowskich Niemiec, którym nowe państwo pozostawało podporządkowane. Ks. Jóżef Tiso (1887-1947) jako lider Słowackiej Partii Ludowej po śmierci ks. Andreja Hlinki zdecydował się na współpracę z Adolfem Hitlerem. Z jego rozkazu Armia Polowa „Bernolák”, w sile 51 tys. żołnierzy uczestniczyła w agresji na Polskę 1 września 1939 r., organizacyjnie podporządkowana niemieckiej 14. Armii gen Wilhelma Lista. Militarnie duże znaczenie miało również udzielenie wojskom niemieckim swobody korzystania z terytorium państwa słowackiego w działaniach wojennych.

_____________________
1 Tzn. przysypany
2 Właściwie: wierzący – niem.
3 Ta informacja wskazuje na rok 2003, jako moment spisania wspomnień.
4 Niem. w charakterze jeńca wojennego polski żołnierz.

 

Dalej Smreczak wspomina, że z niewoli wrócił do domu w marcu 1941 r. Po zaledwie kilkumiesięcznym pobycie w rodzinnym gospodarstwie znów miał wyruszyć na wojnę, tym razem wcielony do wojska słowackiego. Tak rozpoczęły się jego perypetie ze służbą w obcej armii, z której dwukrotnie uciekał: pierwszy raz do pracy w Austrii, a u końca wojny wykorzystując czas Słowackiego powstania narodowego, wspólnie z Wendelinem Kobroniem i Janem Solawą przeprawiał się w rodzinne strony ukrywając się przed Niemcami i Hlinkovą gardą. Niedługo później, wojna, która rozpoczynała się m.in. na orawskim pograniczu, również w swojej fazie końcowej przetoczyła się przez podbabiogórską ziemię. Smreczak wspomina czas przesiedlenia na tyły frontu niemiecko-sowieckiego i późniejszego podnoszenia się ze zniszczeń, które pozostały na miejscu walk zbrojnych. Po wojnie założył rodzinę, krótko pełnił funkcję sołtysa, a obok pracy rolniczej zajmował się rzeźbiarstwem.

Przykłady twórczości Cypriana Smreczaka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *