Wolontariat w kraju tysiąca kolorów, królestwie przypraw, brudu i biedy

Mówią, że Indie zmieniają człowieka… Uważam, że nie tylko człowieka ale również jego spojrzenie na świat i sens życia. Trudno to opisać. Tego trzeba po prostu doświadczyć – stwierdza Aneta Piekarczyk, Orawianka prowadząca wolontariat w kraju wielkich kontrastów.

Jak bardzo nasze życie jest kruche i ulotne, można dostrzec niemalże na rogu każdej ulicy w Indiach. Wyjeżdżając na wolontariat, byłam przekonana, że jestem świetnie przygotowana. Pięć lat studiów, znajomość języka, kultury, obyczajów – myślałam nic nie może mnie zaskoczyć. No właśnie… myślałam. O wolontariacie marzyłam już od kilku lat. W tym roku się udało. Jestem tutaj. Realizuję projekt “Podróże w celu nauczania”. Wiedziałam, że nie będzie łatwo i muszę dać z siebie wszystko.

Zaraz po wylądowaniu w Delhi, pierwsze co mocno uderza, to smog, prawdziwy upał i bieda. Jesienią temperatura sięga ponad 34°C w dzień i około 26°C w nocy. Ludzie śpią na ulicach, po chodnikach biegają półnagie maleńkie dzieci. Ciężko sobie, to wyobrazić, bo żyjemy w kraju pełnym dostatku z czystymi ulicami, z dostępem do bieżącej i świeżej wody. Kolejną rzeczą jest totalny chaos na ulicach. Nie panują tutaj absolutnie żadne reguły. Nieustające korki, głośny dźwięk klaksonów, to codzienność. Przejście przez ulicę nie należy do łatwych ale właśnie, to cały urok Indii.

Pamiętam mój pierwszy dzień w szkole, która nie ma nic wspólnego z typowym wyobrażeniem tego miejsca. Oczywiście prywatne szkoły, czy uniwersytety mają zupełnie inny standard. Moją misją jest jednak nauka i opieka nad dziećmi w wieku od 4-15 lat, które nie pochodzą z bogatych rodzin. Na zdjęciach możecie zobaczyć jak wygląda droga do fundacji oraz jakie warunki tutaj panują.

Mimo ubóstwa, dzieci przyjęły mnie z ogromną radością, dotykały moich włosów, całowały po policzku i cały czas nazywają mnie “Didi”, co w j.hindi oznacza starszą siostrę. Wspólnie uczymy się alfabetu, matematyki, j.angielskiego. W sali zazwyczaj jest około 30 dzieci, czasem ciężko nad nimi zapanować.

Wolontariat, to wspaniałe doświadczenie. Uczy ogromnej pokory, dystansu i pozwala poznać od „kuchni” tutejszą kulturę, zwyczaje i religie. Dominuje Hinduizm. Indyjskie święta są bardzo huczne i trwają kilka dni. Podobnie jak Boże Narodzenie, czy Wielkanoc w Europie. Miałam okazję uczestniczyć w obchodach Diwali, czyli święta światła, w którym najważniejszym dniem jest pudża – ofiara dla bogini Lakszmi.

Indie to kraj rządzący się własnymi regułami społecznymi. Bieda kontra super bogactwo. Każdy zna swoje miejsce i pozycję w randze społecznej. W tej kwestii ciągle panują ortodoksyjne tradycje. System kastowy jest bardzo widoczny, chociaż oficjalnie jest zakazany. Kasty są zhierarchizowane: jedne uchodzą za lepsze, a drugie za gorsze. Dla Europejczyka, jest to ciężkie do przyjęcia i zaakceptowania.

Kolorowe broszury, reklamy oraz zdjęcia zachęcają do odwiedzenia tego kraju, ale pokazują tylko jego najpiękniejsze elementy. Trzeba przyznać, że jest ich bardzo dużo. Przepiękne świątynie, grobowce, ogrody, muzea, plaże, egzotyczne owoce, aromatyczne, ostre indyjskie potrawy oraz widoki zapierające dech w piersiach. Należy jednak zdawać sobie sprawę, również z tych wyżej wymienionych aspektów Indii.

Indusi, to ludzie bardzo rozrywkowi. Uwielbiają tańczyć i śpiewać. Powiedziałabym nawet, że to rodzaj ich “sportu” narodowego.

Podsumowując – wolontariat otwiera oczy na potrzeby innych. Pozwala poznać prawdziwe oblicze, kraju do którego podróżujemy. Nie jest to już typowe zwiedzanie, ale podróż, z której wraca się nieco innym człowiekiem.

 

Aneta Piekarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *