Śląsk Orawa jedna sprawa

Spisko-orawska droga do Polski w prosty sposób była podobna do losów Śląska Cieszyńskiego po pierwszej wojnie światowej. Polacy na obu tych południowych rubieżach  zmagali się z Czechami. Mniej oczywiste mogą wydawać się związki z walkami na Śląsku Górnym, gdzie przeciwnikiem byli Niemcy.

Walka o obecność Górnego Śląska, Orawy czy Spiszu nie była wcale oczywistością. Wszak ziemie te  przez wieki pozostawały od Polski oddzielone, nawet przed okresem zaborów. Była jednak polska ludność, która pragnąc życia na ojcowiźnie i w niepodległej ojczyźnie, do Polski się zgłosiła.

Podjęta oddolnie organizacja zalążków przyszłej polskiej władzy miała swoich liderów. Dla Orawian ks. Ferdynand Machay był tym, kim dla Ślązaków Wojciech Korfanty. Działając z mandatu udzielonego im przez mieszkańców rodzinnych ziem kierowali ich pracą i w ich imieniu występowali przed władzami centralnymi.

Czy jednak – parafrazując popularne hasło tamtego okresu – wola ludu mogła dokonać cudu?

 

PLEBISCYTY

O kształcie większości nowuch granic na mapie Europy po I wojnie światowej decydowała konferencja pokojowa w Paryżu, na której od stycznia 1919 zebrali się przedstawiciele obozu zwycięzców. Na mocy podpisanego w czerwcu traktatu wersalskiego o losach Górnego Śląska miał rozstrzygnąć plebiscyt. W stosunku do Orawy, Spisza i Cieszyńskiego takie zarządzenie zapadło 27 września tego samego roku. Powstawały komitety plebiscytowe, których głównym zadaniem było prowadzenie propolskiej agitacji i dawanie odporu przeciwnikom – zgodnie z realiami epoki, nie zawsze pokojowego.

Materiały plebiscytowe podnoszące jednocześnie sprawę Śląska, Orawy i innych obszarów plebiscytowych.

Zasadnicza różnica objawiła się w tym, że o ile Polacy na Orawie istotnie liczyli na korzystne rozgraniczenie w nieustannie odsuwanym głosowaniu, o tyle rodacy na Górnym Śląsku, w momencie gorszych rokowań chwytali za broń. Gdy na Śląsku niemieckie bojówki w coraz śmielszych poczynaniach siały terror wśród ludności i polskiego przedstawicielstwa, o tyle na Orawie udawało się skutecznie zwalczać siły czeskie – również poprzez oręż. Tym większym rozczarowaniem było odwołanie plebiscytu na Orawie i krzywdzące dla Polski rozgraniczenie.

 

POWSTANIE ORAWSKIE?

— Teraz dopiero mając już pewność, że nastąpi plebiscyt, zabraliśmy się z podwójną ochotą i zapałem do pracy nad przygotowaniem ludu spisko-orawskiego do tej upragnionej dla nas chwili. Kolega por. Dziubek miał przygotować powiat namiestowski, ja zaś powiat trzciański (trsteński) wraz z miastem Trzcianą. Prócz pracy przygotowawczej do głosowania, mieliśmy zorganizować byłych wojskowych, aby na wypadek rozruchów, ewentualnie powstania mieć siłę zbrojną. W tym celu tak. kol. por. Dziubek w Jabłonce, jak i ja w Trzcianie trzymaliśmy oprócz różnych odezw i gazet agitacyjnych broń i amunicję, którą mieliśmy rozdać byłym wojskowym, a rezerwową ukryć w bezpiecznem miejscu — wspominał Albin Kastyak, jeden z czołowych uczestników akcji niepodległościowej na Orawie.

Gdy Czesi obsadzili Orawę siłą wojskową starcia o mniejszej skali, były nieuniknione nawet jeszcze w okresie przygotowań do głosowania.

Przypadło mi wówczas w udziale organizowanie Legii Spisko-Orawskiej składającej się z żołnierzy byłej armii węgierskiej pochodzących ze Spisza i Orawy. Legia ta liczyła ponad 200 ludzi, stale napadała oraz niepokoiła oddziały czeskie na ziemiach spiskich i orawskich. Podczas jednego napadu na czeski posterunek w Piekielniku Czesi mieli 26 rannych i 2 zabitych żołnierzy — przyznawał przywoływany wyżej por. Wendelin Dziubek, jednoznacznie stwierdzając — U miarodajnych czynników Ententy rozgłoszono, że jeżeli Czesi z ziem niesłusznie zagrabionych nie ustąpią, drogą walki potrafią ich Spiszacy i Orawiacy wyrzucić.

O tym, że kwestia walki zbrojnej nie była tylko przedmiotem teoretycznych rozważań, świadczy inny fragment jego wspomnień:

Żołnierze kompanii spisko-orawskiej jako wyszkolona kadra stworzyli tajną organizację wojskową na Spiszu i Orawie. Komendę tajnej organizacji na Orawie objąłem ja, na Spiszu porucznik Lorencowicz (…). Celem należytego przeniknięcia całej Orawy pracą wojskową podzieliło się ją ta trzy następujące okręgi:
1) Jabłonka z wsiami: Zubrzyca, Podwilk, Piekielnik, Orawka, Podszkle, Podsarnie, Harkabuz, Bukowina, Chyżne, Lipnica Mała i Lipnica Wielka.
2) Trzciana z wsiami: Sucha Góra, Głodówka, Lasek, Witanowa, Cimchowa, Ujście i Osada.
3) Namiestów z wsiami: Klin Zakamienny, Łokca, Mutne, Wesołe, Półhora, Rabcza, Rabczyce, Zubrohlawa, Słanica i Bobrów.

Plakat “Idziemy do Polski. To nasza Matka”, 1919

Każdy okręg miał komendanta, a poszczególne wioski posterunki z komendantem wyszkolonym żołnierzem Legii Spisko-Orawskiej. Organizacja ta panowała w całości teren plebiscytowy, gromadząc i werbując do siebie starszą młodzież Orawy. Następnie przygotowywała grunt pod wiece i ochraniała działaczy Polskich przed napaścią Czechów i Czechofilów. Zaś ostatecznym celem organizacji było zbrojne wystąpienie przeciw Czechom gdyby plebiscyt nie dał nam przynależnych terenów.

W swojej retrospekcji ujął też działania przeciwników, pisząc że: Czesi także posiadali tajną organizację ale szwankowała. Największym jej błędem było to , że ich organizacja grupowała się nie z rodaków lecz z ludzi spoza terenu, a przeważnie żołnierzy czeskich, którzy każdy nasz wiec i każde nasze zebranie starali się rozpędzić i sterroryzować.

Jednym z miejsc gromadzenia oręża do walki było gospodarstwo Józefa Dziubka, w którym znajdował się główny skład karabinów, granatów itp. i w jego domu rozdzielana była broń i amunicja pomiędzy Tajną Organ. Woj. W tej samej miejscowości w pobliżu znajdował się posterunek żandarmerii czeskiej i kompania piechoty francuskiej.

Narażając się na niebezpieczeństwo transporty karabinów i amunicji dla organizacji wojskowej ukrywała również rodzina Piekarczyków – szanowany powszechnie gospodarz i kupiec Jan z żoną Marią i dwójką synów: Eugeniuszem i Janem.

Namówiłem młodzież, aby wstępowała do polskiej armii i walczyła w szeregach Wojska Polskiego, jak również magazynowałem broń, amunicję itp. — pisał Michał Babiński z Trzciany w swoim wniosku o odznaczenie Medalem Niepodległości.

Z jakimi oczekiwaniami do konspiracji wojskowej przystępowali Orawianie wyjaśnia oświadczenie Ignacego Zubrzyckiego:

Wcielono mię do pułku piechoty 23-go. We Włoszech nic nie wiedziałem, że na Orawie i Spiszu ludność polska przyłączyła się do Polski. Dowiedziałem się o tym dopiero w maju 1919, gdy nas z Włoch przewieziono do Pragi i zaraz od pierwszej chwili przemyśliwałem, jak by się dostać do Czarnego Dunajca w Małopolsce, gdzie moi rówieśnicy z Jabłonki utworzyli Kompanię Spisko-Orawską i przygotowali się do walki orężnej z najeźdźcą czeskim. (…) zdezerterowałem z wojska czechosłowackiego, będąc świadomym, co mię za to czeka, gdyby się całe zamiary Kompanii Spisko-Orawskiej nie spełniły. Do Czarnego Dunajca poszedłem w pełnej świadomości politycznej i gotów do walki orężnej z najeźdźcą czeskim na polską ziemię Orawy.

Doskonaliła się organizacja, mobilizowały się kadry i powiększano zapasy. Tymczasem data plebiscytu była stale przesuwana, wraz z postępami czynionymi przez bolszewików w natarciu na Polskę. W lipcu 1920 r., gdy Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy, Polska została zmuszona do wyrażenia zgody na rozstrzygnięcie sporu o przebieg południowej granicy przez sprzymierzone mocarstwa. Był to jeden z warunków pomocy międzynarodowej dla Polski, ustalony na konferencji w Spa. Rada Ambasadorów całkowicie pominęła kryteria narodowościowe – po stronie czeskiej, na terenach bezpośrednio przylegających do granicy, pozostało około 100 tys. Polaków. Werdykt pozostawił poczucie dziejowej niesprawiedliwości. Usankcjonowano jednak prawo Polski do części Orawy. W jej granicach swoje miejsce znalazło 15 tys. górali orawskich. Drugie tyle zostało za granicą.

Wtedy to w umyśle mym zabłysła myśl utworzenia powstania na Spiszu i Orawie, które zdaniem mojem byłoby się na pewno udało, gdyż w Czechosłowacji, a szczególnie na Słowacji nikt nie był z Czechów zadowolony — to znów głos Albina Kastyaka z Trzciany — Koledze. por. Dziubkowi spodobała się moja propozycja, zaraz więc w najlepszej myśli udaliśmy się z tem do Komitetu, lecz tam stanowczo sprzeciwili się temu mówiąc, że w najcięższym dla Ojczyzny momencie szczytowego powodzenia wojsk bolszewickich pod Warszawą, nie można rozpoczynać nowych rozruchów. Tak więc bolszewicy przyczynili się do tego, że Polsce dostał się tak mały skrawek Spisza i Orawy.

ZOBACZ TAKŻE: Cud nad Wisłą a sprawa orawska

Zgodnie z hasłem jednego z plakatów wojennych: “Wszystko dla frontu” sprawie orawskiej przyszło poświęcić niemal wszystko dla zachowania niepodległości ojczyzny. Zwycięstwo Polski oznaczało także obronę pozostałej części kontynentu przed niszczącym marszem bolszewików. Polacy w 1920 roku uratowali sąsiednie państwa, które przy tej okazji nie omieszkały wykorzystać trudnej sytuacji swojego wybawcy.

 

Z ORAWY NA ŚLĄSK

Jednym z najmocniej protestujących przeciw podziałowi zastosowanemu na Orawie i Spiszu był Michał Grażyński. Ten jako żołnierz Wojska Polskiego służył w Oddziale II Sztabu Generalnego, w pionie propagandy, skąd w lutym 1920 r. wysłano go do pracy plebiscytowej na Spiszu i Orawie. Objął funkcję zastępcy przewodniczącego Głównego Komitetu Plebiscytowego, pełnił rolę łącznika z Tajną Organizacją Wojskową na obszarze plebiscytowym. Grażyński był zwolennikiem zdecydowanych posunięć. Domagał się szerszych działań dywersyjnych i sabotażowych przeciw żandarmerii Czeskiej.

W końcu lipca 1920 r. oddelegowano go na Górny Śląsk. Pomny doświadczenia z Orawy stał się zagorzałym zwolennikiem rozwiązań militarnych, co stawiało go w konflikcie z Wojciechem Korfantym. Ostatecznie jednak to koncepcja Grażyńskiego okazała się słuszna, czego wyrazem był sukces II i III powstania śląskiego.

W walkach powstańczych na Górnym Śląsku uczestniczył Rudolf Kastyak, młodszy brat Albina Kastyaka, przywódcy polskiej organizacji w Trzcianie.

W r. 1920. 5 września zgłosiłem się do powstania górnośląskiego i tam zostałem przydzielony do II bat. wojsk powstańczych — wspominał “Mały Rudek” — Zaraz od początku walczyłem w pierwszej linii na froncie i brałem udział w walce pod Górą Św. Anny, pod Lichynią, pod Stawienczycami, pod Rudzińcem itd. Komendantem II Bat. Wojsk Powstańczych był por. [Jerzy] Lgocki, który na Górnym Śląsku pełnił służbę pod nazwiskiem kpt. “Jastrzęba”.

Ten ostatni w listopadzie 1918 r. wprowadzał polskie oddziały do Głodówki i Suchej Góry. Dwa lata później był organizatorem góralskiego zaciągu do walki z Niemcami o Śląsk.

Sam Rudolf został ciężko ranny i leżał w szpitalu w Sosnowcu. „Po powstaniu otrzymałem posadę na poczcie w Zakopanem, gdzie brałem czynny udział w różnych organizacjach, jak Strzelec, Zw. Powstańców Górnśląskich, Zw. Oficerów Rezerwy, a zarazem byłem prezesem Zw. Powstańców na powiat Nowy Targ” — szczycił się po latach Orawianin.

 

ZE ŚLĄSKA DLA ORAWY

Gdy minął czas otwartych walk o granice, pozostał Orawie i całym południowym kresom oddany przyjaciel w osobie Michała Grażyńskiego, „który spośród dostojników Rzeczypospolitej Polskiej usiłował dla tych ziem uczynić najwięcej dobrego” — podkreślał prof. Tadeusz M. Trajdos, który w artykule Śląsk wobec Spiszu, Orawy i Czadeckiego w okresie międzywojennym (“Dzieje Najnowsze”, 2013) o wojewodzie śląskim pisał m.in:

Michał Grażyński, wojewoda śląski (1926-1939)

Stworzył w Katowicach instytucjonalne formy pomocy dla Polaków nie tylko na Zaolziu, ale też na rubieży słowackiej. Jego stanowisko wobec tych ziem streszczało się w zdaniu, że jako obszary zasiedlone przez ludność polską należą się bezwzględnie Polsce. Zabiegał o myślenie o fundusze pomocowe w MSZ i MSW. Umiał sobie dobrać współpracowników małopolskich, oddanych tej samej sprawie. Byli to przywódcy Towarzystwa Kresów Południowych i Zachodnich (1926–1929), a później małopolskiego okręgu Związku Obrony Kresów Zachodnich (1929–1934) oraz Związku Podhalan. (…) Dzięki Michałowi Grażyńskiemu w sprawy kresów południowych został też włączony Związek Harcerstwa Polskiego. (…) W 1937 r. Grażyński przewodniczył kolejnej roboczej konferencji na temat stypendystów polskich z kresów południowych. (…) W Katowicach powstał ponadto Stały Poufny Komitet dla Spisza, Orawy i Czadeckiego, gremium robocze, w którego posiedzeniach poza wojewodą uczestniczyli jego współpracownicy śląscy (…).

Wszystkie wymienione wyżej działania prowadzić miały do naprawy niekorzystnego dla Polski rozgraniczenia na Orawie i Spiszu. Okazja nadarzyła się w 1938 r. Gdy jednak przeprowadzone przez polskie władze rewindykacje okazały się na odcinku słowackim wyłącznie symboliczne, w opinii wielu współczesnych tak niedostateczne, że wręcz szkodliwe, Grażyński stawał w pierwszej linii protestów. Jedynym przedstawicielem obozu rządzącego (OZN), który ujął się za utraconymi ziemiami, był naturalnie Michał Grażyński — pisał Trajdos — Zmobilizował śląski oddział „Ozonu” i wierny mu Związek Powstańców Śląskich do rezolucji wzywających do inkorporacji polskich ziem na Spiszu, Orawie i Czadeckiem. Z inicjatywy wojewody powstał Komitet Walki o Prawa Polaków w Czechosłowacji (przewodniczący Karol Grzesik, marszałek Sejmu Śląskiego), który 19 września 1938 r. urządził manifestację w Katowicach. Na walnym zjeździe Związku Powstańców Śląskich 16 października 1938 r. wezwano do odzyskania całych kresów południowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *