S. Teresa Pawlak: Życie zakonne to nie życie pracowników socjalnych

Lubię poznawać ludzi. Raczej nic mnie nie dziwi, nie gorszy. Mnie ciekawi człowiek — mówi o swoim życiu w habicie s. Teresa Pawlak, albertynka z Zubrzycy Górnej i jedna z bohaterek książki Małgorzaty Terlikowskiej pt.: “Dzięki Bogu jestem zakonnicą! Historie spełnionych kobiet”.

Pytana na łamach książki “Co się stało, że uparta góralka zafascynowała się życiem zakonnym do tego stopnia, że sama włożyła habit?”, s. Teresa Pawlak odpowiada Małgorzacie Terlikowskiej:

Jak czasem moje siostry mnie pytały, dlaczego jestem albertynką, to odpowiadałam, że sołtys mnie wysłał, bo nie wiedział, co ze mną zrobić. No i niektórzy w to wierzą. Moja historia życia to historia nawrócenia i spotkania z Panem Bogiem. Każde powołanie zaczyna się od spotkania. Żeby zostać siostrą zakonną, najpierw trzeba spotkać Pana Boga. Do mnie dotarł On przez bardzo trudne wydarzenia. Pochodzę z Zubrzycy Górnej. To jest taka orawska miejscowość pod samiuśką Babią Górą, gdzie generalnie sto procent ludzi chodzi do kościoła. Często mówię, że górale są praktykujący, ale nie wiem, czy wierzący. Ja też do kościoła chodziłam zawsze, wiedziałam, że Pan Bóg jest. Ale to nie była przygoda, spotkanie z osobą.

Dalej wyjaśnia, że okazją do głębszej refleksji nad życiem był dla niej moment śmierci ojca, który zmarł na zawał podczas wyjścia do lasu, gdzie jako myśliwy uzupełniał paśniki dla zwierzyny. Przyszła albertynka miała wówczas piętnaście lat.

Zaczęłam szukać sensu i nagle znalazłam się na pielgrzymce na Jasną Górę. To było moje pierwsze doświadczenie Kościoła, który żyje. Wtedy zobaczyłam, że wiara to nie jest jakieś nudne siedzenie w kościele, że to może być naprawdę fascynująca przygoda. Na tej pielgrzymce, jak na ironię, były dwie zakonnice (…), które chodziły, jadły, a na dodatek jeszcze się śmiały. I te siostry to było dla mnie odkrycie sezonu — wspomina zakonnica z Orawy.

W rozmowie z autorką pojawia się też wątek, tego co charakteryzuje wszystkie siostry zakonne i jednocześnie wyróżnia albertynki. Habit.

Zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy habit albertynki nie bardzo wpisuje się we współczesną modę — przyznaje siostra Teresa i podkreśla szczególną jego rolę — Mimo tego „origami” na głowie on ma czemuś służyć. Sprawia, że my patrzymy przed siebie. To jest bardzo potrzebne w kaplicy, to jest idealne na rekolekcjach, kiedy jest milczenie. Dzięki habitowi nic mnie nie rozprasza. Kiedy spotykamy się z ludźmi, którzy są jakoś zranieni w swoim życiu, naznaczeni cierpieniem, krzyżem, chorobą, uzależnieniem, bezdomnością, wykluczeniem, to nasz welon stwarza także przestrzeń spotkania. Jeżeli z kimś rozmawiam, to jestem skupiona tylko na nim. Jak się schylam nad łóżkiem chorego, to wtedy tylko on jest dla mnie ważny. Jak rozmawiam z bezdomnym, to nie widzę całego tłumu ludzi. To jest może szczegół, ale nasze życie składa się z takich szczegółów. Bardzo kocham w moim habicie to, że w pewnym momencie mogę spuścić welon na twarz i mieć przed sobą tylko tę jedną osobę. Jak chcę, to go odsunę i znów widzę cały świat. (…) Kiedy jestem w sklepie w habicie i robię zakupy, to biorę na klatę to, co kupuję, bo wiem, że to robię w habicie. Jak monitoring zrobi mi zdjęcie, to nie mam się czego wstydzić. Myślę, że chodzenie w habicie, które u nas jest z przymusu, wiele rzeczy nam ułatwia. Chroni także przed wieloma pokusami.

W dalszej części rozmowy opowiada o swoich spotkaniach z kobietami w więzieniach – My tam nie idziemy z typową misją ewangelizacji, ale widzę, że wiele z tych kobiet zaczyna pytać o Pana Boga — mówi m.in. s. Teresa

Jako osoba zaangażowana również w pracę z bezdomnymi, uzależnionymi kobietami, samotnymi matkami… podkreśla jednocześnie, że “Życie zakonne to nie życie pracowników socjalnych. Nie możemy posługiwać potrzebującym tylko jako pomagacze. My chcemy być siostrami. (…) Problemy innych, własne problemy, jakieś demony z przeszłości i kryzys gotowy. Dlatego tak istotna jest wspólnota sióstr, a dobra wspólnota co jakiś czas ma pomysł na odreagowanie.”

O zamiłowaniu siostry do gry na gitarze i jej nowszej pasji, jaką stało się bieganie — w habicie i welonie! — przeczytać można w książce, “Dzięki Bogu jestem zakonnicą! Historie spełnionych kobiet”, (Wyd. Esprit, Kraków 2019) dostępnej m.in. w Orawskiej Bibliotece Publicznej, w której odbyło się spotkanie ze znaną zakonnicą pochodzącą z Orawy.

s. Teresa Pawlak, ur. w 1980 r., od 18 lat albertynka. W latach 2011– 2018 zaangażowana w referat powołaniowy Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim. Organizowała spotkania dla ludzi młodych szukających swojej drogi, pragnących poznać albertyński styl życia i posługi. Przez kilka lat posługiwała w przytulisku dla bezdomnych kobiet, a w „wolnych” chwilach spotyka się z osadzonymi w krakowskim Areszcie Śledczym lub z uzależnionymi i ich rodzinami. Obecnie posługuje w Domu Matki i Dziecka w Krakowie. Kocha ludzi, spotkania i dobrą muzykę, góry oraz piesze pielgrzymki. Ukończyła Szkołę Formatorek Zakonnych przy CFD w Trzebini.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *