Protektor Polskiej Orawy

Jan Bednarski jako lekarz ratował zdrowie i życie mieszkańców Podhala, jako społecznik troszczył się o ducha narodowego Orawy i Spisza. Potem w roli samorządowca dbał o zagadnienia związane z życiem codziennym górali zamieszkujących Kresy Południowe odrodzonej Rzeczypospolitej.

 

Dr Jan Bednarski urodził się 16 czerwca 1860 r. w Bystrej. Jego zawodową profesją była medycyna, dzięki czemu pracował jako lekarz w Nowym Targu. Był działaczem narodowym, pracującym na rzecz włączenia do Polski terenów zamieszkałych przez ludność polską na Górnych Węgrzech. Od 1905 roku był członkiem Ligi Narodowej.W latach 1898–1914 był posłem do Sejmu Krajowego. Wypełniając to zadanie interpelował w obronie ludności polskiej prześladowanej przez władze węgierskie na Orawie. W 1913 roku założył “Gazetę Podhalańską”, której był pierwszym wydawcą. W listopadzie 1918 roku został prezesem Komitetu Niepodległościowego w Nowym Targu. Działał w komitecie plebiscytowym na Spiszu i Orawie. W 1920 roku został pierwszym starostą spisko-orawskim i pełnił tę funkcję do likwidacji powiatu w 1925 roku. Zmarł 7 kwietnia 1926 r. Za swe zasługi został odznaczony między innymi Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

Wśród swoich wspomnień z działalności niepodległościowej do 1920 r. wiele uwagi poświęcił mu ks. Ferdynand Machay, który po raz pierwszy osobiście spotkał go w lipcu 1911 r., co było wynikiem kontaktów z działaczami narodowymi z Podwilka: Aleksandrem Matonogiem i Eugeniuszem Sterculą.

Pierwsze wrażenie bardzo miłe: przystojny, miły mężczyzna, w poważnym wieku. Zaprowadził nas do salonu, gdzie ja opowiedziałem cel naszego przyjazdu: „że trzeba coś zrobić”. Zaraz nam podał myśl, aby wydać broszurę, napisana po góralsku. (…)

– Co do pieniędzy , to panowie nie miejcie żadnych trosk i starań. To już moim obowiązkiem będzie o pieniądze się wystarać. Tylko broszurę napiszcie. My tu już resztę załatwimy.

W ten sposób narodził się pomysł wydania broszury, która jako przełomowe wydawnictwo ukazała się pod tytułem Co my za jedni?

Tych kilka godzin spędzonych u Bednarskiego, było zagajeniem poważnej pracy. Zrobił na mnie zaraz nader dodatnie wrażenie: człowiek, który mało mówi a dużo robi. A jeżeli mówi, to rozsądnie, potrzebne i dowcipne słowa padają z jego ust. (…) Bednarski jest góralem z Bystrej, z powiatu myślenickiego. Już jako chłopak spotykał się z Orawcami. Jako uczeń gimnazjalny i student uniwersytetu, przy wycieczkach do bliskiej granicy dostrzegał polskość sąsiedniej Orawy. Wtedy to zapadło w nim postanowienie, że w obronie tego ludu „trzeba będzie coś zrobić”. Nic więc dziwnego, że Bednarski, jako lekarz, coraz lepiej zaczął starć się o  to, aby się dostać na Podhale, w pobliże Orawy i Spisza. W r. 1897 – otrzymał Bednarski posadę lekarza powiatowego (fizyka) w Nowym Targu.

 

Przyszły przywódca orawskiego ruchu niepodległościowego z zaskoczeniem odkrywał jak szeroko swoje kontakty potrafił budować nowotarski lekarz z Bystrej.

Z gazdami na Spiszu i Orawie nawiązał zaraz w 1897 r. stosunki. Takem się od Bednarskiego dowiedział, że pierwsi znajomi jego – jako lekarza w N. Targu, byli gazdowie z Podwilka. Dostał się do nich przez gospodarza Łabudę z Bukowuny na Orawie, który pochodził z Podhala. U tego Łabudy założył Bedanrski pierwszą biblioteczkę na Orawie. Kapuściak z Sarny, Możdżeń z Harkabuza i inni byli pierwszymi odbiorcami tych książek. W odrodzeniu Orawy odgrywają ci „znajomi” zaszczytną rolę. Na Spiszu pierwszych poznał Bednarski Pietraszka z Krempach i Kubę Bednarczyka z Lendaku. Przychodziły potem znajomości z księżmi z których jednak Bednarski nie miał dużo pociechy, bo byli przez Madziarów opanowani.

Jan Bednarski

„Kiedym się w r. 1911 z Bednarskim poznał, miałem w Polsce drogę zupełnie utorowaną „– podkreślał w innym miejscu ks. Machay –  „Specjalną zaś uwagę Polaków węgierskich zwrócił Bednarski swoimi dwiema interpelacjami w Sejmie lwowskim w r. 1909 o ucisku Polaków na Węgrzech”.

Wśród zapisków ks. Machaya o Janie Bednarskim ważne miejsce zajmuje również wspomnienie wycieczki do Zakopanego, z której droga powrotna wiodła przez Nowy Targ.

Zawiadomił wszystkie znaczniejsze osobistości w mieście, że wieczór o godzinie ósmej będzie przyjęcie braci z Orawy w Sali Sokoła. Było tam rzeczywiście dużo gości. I zaczęła się wielka manifestacja polityczna, przeplatana wódkami, kanapkami, kilkoma daniami przy wieczerzy, winem, piwem, i – muzyką. No, oczywiście, przemówień było kilkanaście. Odezwano się do nas jak najserdeczniej, witano w nas swoich braci, którzy powinni się bliżej poznać. Wzywano nas, abyśmy stanęli w obronie swojej gwary. W ogóle było to wszystko bardzo mądrze urządzone i wykonane. (…) Mnie wtenczas zmuszono do wygłoszenia pierwszej politycznej mowy (…). Gościna nowotarska pchnęła naszą sprawę potężnie naprzód. Pan Bednarski złapał na swoją wędkę nowe pożyteczne ryby.

 

Niedługo później, w czerwcu 1912 r., Jan Bednarski był obecny na prymicjach ks. Machaya w Jabłonce.

Pan Bednarski oczekiwał niecierpliwie moich święceń, ale niewielką pociechę miał ze mnie. Zalałem się bowiem zupełnie pracą w duszpasterstwie. Całymi tygodniami nie pisałem do niego.

Jako młody kapłan ks. Machay zmagał się z myślami o możliwości łączenia pracy duszpasterskiej z aktywnością społeczną. Od tej drugiej odstręczało go wspomnienie o napięciach jakie wywoływało starcie idei panslawistycznej i lojalizmu wobec władz węgierskich, jakie dzieliło polskich działaczy. We wszystkich tych sprawach doktor Bednarski występował jako ich powiernik i swoista nadzwyczajna instancja odwoławcza. Umiejętnie potrafił współpracować ze wszystkimi, mogącymi przysłużyć się narodowemu interesowi. Ks. Machay podkreślał „spokojne i łagodne usposobienie p. Bednarskiego, nie lubiącego roztrząsać swoich trosk przed Spiszakmi i Orawcami, aby nas nie odstraszyć”. Inaczej stało się jednak w sytuacji, w której zawiódł się na osobie budzącej wielkie nadzieje

W końcu listopada 1912 zmarł w Jabłonce proboszcz. Na pogrzeb przybyłem i ja. Było to moje pierwsze wolne jako wikarego. Zajęty po pogrzebie ks. Administrator poprosił mnie, abym w niedzielę – bawiąc w Jabłonce – wygłosił swoim rodakom kazanie. Zgodziłem się. W poniedziałek pojechałem do N. Targu do p. Bednarskiego. Dowiadując się ode mnie, żem miał w Jabłonce pierwsze kazanie, zapytał się czy się ludziom podobało? „Trzeba by się ich zapytać” – odpowiedziałem. – „Przecież pierwsze polskie kazanie księdza musiało wielkie wrażenie zrobić?” – pytał się dalej p. Bednarski. Ja zaś na to: „Kiedy ja po słowacku mówiłem”. Do jakiego stopnia musiał być p. Bednarski ta wiadomością zgorszonym można sobie wyobrazić z tego, ze wcale nie uważając na moją obecność, plunął na podłogę i rzekł z niesłychanie przenikającym gniewem: „Fe, księże!”. Po tych słowach nastała w pokoju martwa cisza i obupólne głębokie przygnębienie. Ja od wstydu nie mogłem ócz na niego dźwignąć i byłem na tyle zmieszany, żem się nie mógł na słowo zdobyć. Pan Bednarski zaś chodził zagniewany po pokoju, dając mi niedwuznacznie do zrozumienia, jak go to boli i martwi. Ile razy sobie tę scenę przypomnę, czuję zawsze żal do siebie, żem się wtenczas nie odważył polskiego kazania wygłosić. Bo „Fe” p. bednarskiego dzióbie mnie jeszcze i dziś.

 

Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej dzięki determinacji Bednarskiego powstała „Gazeta Podhalańska”, pismo skierowane do polskich górali na Węgrzech.

Myśl wydawania pisma dla naszego ludu kiełkowała już od dawna w naszych głowach. (…) Gdy pomysł ten uznano za niewykonalny, p. Bednarski stanął mocno zagniewany i oświadczył: „Uchwalicie, czy nie uchwalicie, pismo i tak będzie!”. Pokpiwano sobie ze stanowczości Bednarskiego. (…) Na Nowy Rok 1913 ukazał się pierwszy numer „Gazety Podhalańskiej”, wielka myśl weszła wreszcie w życie.

 

Innym jego osiągnięciem z tego czasu było założenie poprzez ks. Antoniego Sikorę kółka samokształceniowego, w którym orawska młodzież poznawała polską literaturę. „Pan Bednarski przysłał do Jabłonki bardzo uzdolnioną nauczycielkę, która kierowała tą nauką i uczyła chłopców deklamacji i śpiewu. Serce drgało od radości. Praca postępowała w szybkim tempie”.

 

Jako szczególną zasługę Bednarskiego z czteroletniego okresu trwania wojny ks. Machay podkreślał ciągłość wydawania Gazety, do której i jemu zdarzało się wysyłać swoje wrażenia z pracy kapelańskiej na froncie włoskim.

 

W nowej roli Bednarski ujawnił się w czasie przełomowego listopada 1918 r. Już w przededniu odrodzenia się niepodległej Polski ks. Machay odkrył szansę na przyprowadzenie do niej ludności orawskiej. Wszelkie poczynione w tej sprawie obserwacje postanowił przedstawić nowotarskiemu patronowi akcji narodowej.

Wyjechałem do Bednarskiego jeszcze 2 listopada w doskonałym nastroju. (…) W Nowym Targu znalazłem Polskę. Starostwo, wszyscy urzędnicy, wojsko, nauczycielstwo, jeszcze 1 listopada złożyło przysięgę dla Polski na ręce prezesa Organizacji Narodowej, która swe oddziały miała w każdej gminie. Polska Komisja Likwidacyjna w Krakowie ku ogólnemu zadowoleniu i radości zamianowała komisarzem rządowym na Podhalu Bednarskiego, tak wielce na polu narodowym obywatela zasłużonego.

Po konsultacjach w Nowym Targu, ks. Machay wraz z orawskimi współpracownikami zwołał w Jabłonce zgromadzenie obywatelskie, które 5 listopada powołało polską Radę Narodową i ogłosiło żądanie przyłączenia do Polski. Z informacją o podjętych uchwałach przedstawiciele tymczasowej polskiej administracji wybrali się w kierunku stolicy Podhala.

Dojechaliśmy rozanieleni do Cz. Dunajca. Udaliśmy się do por. dra Dąbrowskiego (mecenasa), przedłożywszy mu naszą uchwałę i prośbę. Dąbrowski porozumiał się zaraz telefonicznie z Nowym Targiem, gdzie już nie musieliśmy się wszyscy udawać, ponieważ dr Bednarski , w porozumieniu z powiatowym komendantem wojsk polskich, kapitanem Mariuszem Zaruskim, zdecydował, że oddziały wojska polskiego wkroczą na Orawę 6 listopada po południu.

Jan Bednarski obok ks. Ferdynanda Machaya (oznaczonego dwójką) wśród działaczy plebiscytowych z Orawy i Spisza w Nowym Targu, 1920 r. Fot. NAC

Nagłe sukcesy nie zwiodły Bednarskiego na manowce chwilowego tryumfalizmu. Ks. Machay podkreślał jego zdolność widzenia rzeczy w dalszej perspektywie i planowania kolejnych niezbędnych działań.

7 listopada zjawił się u dra Bednarskiego p. Jan Piekarczyk, prezes Rady Narodowej, aby go zawiadomić urzędowo o zajściach na Orawie, poddać się pod jego władzę i prosić o wspieranie jak najenergiczniejsze naszych kroków. Bednarski, człowiek niewiele mówiący, ale pracujący, zarządził jako prezes powiatowej Organizacji Narodowej już 6 listopada pobór na całym Podhalu. Miał on na myśli zatargi i nieporozumienia o Spisz i Orawę w przyszłości niedalekiej, pragnął więc mieć trochę wojska pod ręką. Zrobił to na własną odpowiedzialność i naprawdę podziwiać należy przezorność i mądrość polityczną oraz dużą dozę odwagi u tak skromnego w życiu prywatnym człowieka, jakim jest Bednarski.

Opisywana roztropność miała dotyczyć również spojrzenia na relacje między Polakami i Słowakami.

Zrobiono też z naszej strony wszystko, aby uniknąć nieporozumienia. Już 3 listopada, gdym w gronie pracowników spisko-orawskich w Nowym Targu przedstawił wypadki na Słowaczyźnie , wysłał Bednarski jako głowa Podhala, ciepły telegram na ręce prezesa słowackiej Rady Narodowej w Marcinie, p. Macieja Duli. Już w tym gratulacyjnym telegramie zaznaczono  wyraźnie ufność, ze między obu bratnimi narodami nastaną przyjazne stosunki oraz, że nastąpi pokojowe rozgraniczenie obszarów, zamieszkałych przez Polaków i historycznie związanych ziem polskich, będących do upadku Austro-Węgier w obrębie państwa węgierskiego. Z Marcina nie nadeszła do Nowego Targu  żadna odpowiedź.

 

Kolejnym elementem szerokiej optyki Bednarskiego były działania prowadzone względem Spisza.

Dużo myśleliśmy z dr. Bednarskim, J. T. Dziedzicem i Juliuszem Zborowskim, jakby stworzyć i na Spiszu podobny stan, jak na Orawie. (…) do Bednarskiego zaś w Nowym Targu zgłaszało się coraz więcej zwolenników Polski z całego polskiego Spisza, najwięcej zaś z Kieżamarku. Trzeba bowiem mocno zaznaczyć, że z ludnością Spisza jedynie Bednarski miał już od 1897 r. żywy – polityczny – kontakt. Oddziaływał on mocno na tak zwane Zamagórze (…). Daremnie im Bednarski tłumaczył, że od nich musi wyjść zapoczątkowanie, tam na miejscu musi zapaść uchwała podobna do orawskiej, że sami muszą przybyć i prosić o wojsko itd.

 

Z biegiem czasu, przed końcem 1918 r. okazywało się, że zamiast układania się ze Słowakami zmierzyć będzie się trzeba z wojskiem czeskim. Zabezpieczeniem przed konfrontacją zbrojną miały być układy ws. rozgraniczenia na Spiszu i Orawie.

Najważniejszym punktem całego układu było przez Bednarskiego wymuszone zdanie, że granica oznaczona w tym zawieszeniu broni nie może być żadnym precedensem przy przyszłych rozprawach o ostateczne wytyczenie granicy polsko-czeskiej lub zrzekaniem się Polski z doliny Popradu.

Mimo i tego zabezpieczenia, układy zostały przez stronę czeską złamane przy pomocy dyplomatycznej intrygi, której skutkiem polscy żołnierze i główni działacze musieli wycofać się na Podhale. Wszyscy wówczas znów u Bednarskiego szukali wskazania kierunku dalszych działań.

 

Przechodząc do opisu swoich zabiegów dyplomatycznych i pracy plebiscytowej, ks. Machay odnotowuje jeszcze jedną istotną informacje na temat lekarza z Bystrej.

Pan Bednarski mianowanie na starostę spisko-orawskiego otrzymał kilka tygodni po wycofaniu wojsk. Rząd nasz pragnął tym zaznaczyć, że się swoich roszczeń do tych ziem nie zrzeka.

W 1920 r. w wyniku rozgraniczenia przez Radę Ambasadorów, po odwołanym plebiscycie, z części Orawy i Spisza przyznanych Polsce utworzono powiat spisko-orawski, w którym rolę starosty w pełnym wymiarze mógł objąć Jan Bednarski, faktyczny od wielu lat obrońca i opiekun ludności obu tych ziem. Pełnił tę funkcję do likwidacji powiatu w 1925 roku. Zmarł w roku następnym i został pochowany w Nowym Targu.

 

***

Dla uczczenia pracy dra Jana Bednarskiego na urzędzie starosty spisko-orawskiego Zygmunt Lubertowicz napisał Hymn Podhalański. Następnie melodię marszową do niego skomponował Józef Stiastny. W ten sposób powstał popularny w okresie międzywojennym utwór, którym 1929 r. witano na Orawie Prezydenta RP Ignacego Mościckiego, a później stał się on kanwą dla znanej piosenki z Powstania Warszawskiego.

 

Red. Maciej Motor-Grelok opowiada m.in. o pracy Jana Bednarskiego dla Orawy i Spisza:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *