Starania ks. Machaya o powrót “na swoje miejsce” ołtarza Wita Stwosza

Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce pod rządami komunistów i manifestacje patriotycznej młodzieży z okazji święta Konstytucji 3 Maja towarzyszyły dniom powrotu do Krakowa zrabowanego przez Niemców ołtarza Wita Stwosza z kościoła Mariackiego, którego gospodarzem w tym czasie był ks. Ferdynand Machay.

 

Gdy w 1944 r. ks. Ferdynand Machay obejmował administrację w najważniejszej krakowskiej parafii, ołtarza w kościele Mariackim już nie było. W 1939 r. próbę jego ukrycia przeprowadził prof. Karol Estreicher. Niemcy jednak wpadli na trop cennego zabytku i wywieźli go do Rzeszy. Już po wojnie krakowski uczony z pomocą Amerykanów odnalazł ołtarz, który 30 kwietnia 1946 r. wrócił do Krakowa. To dodatkowo podniosło poziom społecznych nastrojów w mieście przed obchodzonym przez nową władzę świętem pracy i zwalczanym, choć jeszcze nie zakazanym, wspomnieniem ustanowienia Konstytucji 3 Maja.

Władza w ostatniej chwili zakazała zaplanowanych na ten dzień manifestacji. Po mszy świętej w kościele Mariackim, do którego dotarli zdeterminowani studenci, funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa brutalnie potraktowali młodzież. Doszło do śmiertelnych strzałów, aresztowań.

 

Symbol zwycięstwa

Jeszcze w 1945 r. Amerykanie sondowali możliwość przekazania zabytku bezpośrednio do parafii z pominięciem władz komunistycznych. Kluczowym zwolennikiem takiego rozwiązania był generał Dwight Eisenhower. W tym celu do Polski udali się specjalni wysłannicy, którzy prowadzali rozmowy m.in. z ks. Ferdynandem Machayem. Opcja, która miała być próbą uniknięcia politycznych komplikacji okazała się niemożliwa do przeprowadzenia. Równie trudna wydawała się perspektywa oficjalnego współdziałania pomiędzy dotychczasowymi sojusznikami w walce z III Rzeszą, którzy po wojnie znaleźli się we wrogich obozach. Wypracowanie zasad powrotu zabytku trwało długo, a gdy do niego w końcu doszło nie obyło się bez napięć.

Poprawnie wypadło jeszcze powitanie cennego transportu i grupy jego amerykańskich konwojentów na dworcu w Krakowie ostatniego dnia kwietnia. Potem było już trudniej. Izolowanie od wydarzeń zachodzących w mieście 3 maja i nieprzybycie przedstawicieli rządu na ceremonię przekazania ołtarza, która 5 maja odbyła się w Sukiennicach. Goście musieli zadowolić się podziękowaniami władz miejskich składanych w Sali Hołdu Pruskiego, udekorowanej ołtarzowym skrzydłem ze sceną zmartwychwstania, która miała nawiązywać do tryumfu nad niemieckimi okupantami. Przed tym jeszcze wyrazy rzeczywistej wdzięczności Amerykanie mogli usłyszeć od ks. Machaya, podczas mszy świętej odprawionej wśród skrzyń transportowych wypełniających wnętrze kościoła Mariackiego. Oznaką powrotu zrabowanego dzieła było ustawienie w mensie ołtarzowej figur grupy głównej: Madonny i Apostoła.

Po zakończonej uroczystości przedstawiciele władz państwowych i eksperci spotkali się w Prałatówce ks. Machaya, gdzie omówiono zakres koniecznych prac konserwatorskich. Spore zniszczenia ołtarza poczyniło robactwo, które miało do niego dostęp w czasie niewłaściwego przechowywania w wilgotnych piwnicach.

W książce Zagrabiony, odzyskany. Historia powrotu ołtarza Wita Stwosza do Krakowa (2019) Agata Wolska zaznacza:

„Jak słusznie zauważył ks. Machay, ołtarz mariacki dzielił wojenne losy milionów Polaków. Jego wartość symboliczna spowodowała, że został utożsamiony z tęsknotami do pełnej wolności”.

Renowację prowadzoną w wawelskiej pracowni nadzorowała komisja złożona z przedstawicieli duchowieństwa i środowiska naukowo-artystycznego. Stojący na jej czele ks. Machay był również zobowiązany do wykonania przez parafię wszystkich prac rzemieślniczych, nieartystycznych oraz pokrycia złoceń całego obiektu. Jednocześnie w kościele Mariackim trwały też inne prace konserwatorskie m.in. przy polichromii Matejki. Znane jest z tego okresu stanowisko ks. Machaya, który wyraźnie podkreślał, że nad jakimkolwiek sztywnym terminem wykonania renowacji istotniejsza jest jej jakość.

 

 

Ciężar renowacji w warunkach powojennych był dla samej parafii nie do udźwignięcia. Dlatego ks. Machay apelował szerzej o wsparcie zdolnych do tego części społeczeństwa. Ofiarnością wykazywały się podmioty gospodarcze i osoby prywatne, przekonane o wartości obiektu dla całego narodu. Władze państwowe podjęły interwencję gdy inicjatywa zahaczyła o kręgi międzynarodowe.

 

Zrabowany po raz drugi

Latem 1949 r. renowacja miała się ku końcowi i można było zająć się przygotowaniem do instalacji ołtarza w kościele. Wówczas pojawiła się propozycja zorganizowania wystawy, dzięki której zwiedzający mogliby przyjrzeć się z bliska efektom pracy nad odnowionymi elementami obiektu, które w normalnych warunkach pozostają niedostępne. Słuszne względy spotkały się z akceptacją kard. Sapiehy i ks. Machaya. W ciągu miesiąca wystawę odwiedziło około 50 tys. osób. Odtąd ołtarz miał być do zobaczenia w formie swojego liturgicznego przeznaczenia. Nie stało się tak jednak w ciągu kolejnego roku, a z końcem 1950 przedstawiono informację ministerstwa Kultury i Sztuki o zamiarze ponownego otwarcia wystawy.

W opisach tej sytuacji pojawiają się sformułowania o ponownym rabunku ołtarza, tym razem przez komunistów, którzy w tym czasie zaostrzyli front ideologicznej walki z kościołem.

Ekspozycja, która poprzednio trwała miesiąc, tym razem nie miała końca. Nie zważając na okoliczności, w których władza coraz ostrzej poczynała sobie z przedstawicielami duchowieństwa, ks. Machay słał do kręgów rządowych stanowcze protesty. Początkowo otrzymywał pokrętne odpowiedzi. Wkrótce przestano nawet odpisywać. Tymczasem w prezbiterium stała pusta rama ołtarza, spod której ks. Machy regularnie w kazaniach słał publiczne apele o zwrot mienia należącego do parafii. Cel udało się osiągnąć dopiero po zmianach politycznych wywołanych „odwilżą” popaździernikową 1956 r.

W marcu 1957 r. zamknięto oficjalnie wystawę funkcjonującą na Wawelu nieprzerwanie od jesieni 1950 r.  By zabezpieczyć poprawność procedury przekazania ołtarza powołano specjalną komisję z ks. Machayem w składzie. W kwietniu 1957 r. orawski archiprezbiter Mariacki ponownie przejmował dar od ministerstwa Kultury i Sztuki. 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia NMP krakowianie zgromadzili się na uroczystej sumie przed historycznym ołtarzem. Przy tej okazji ks. Machay dziękował wszystkim, którzy przyczynili się do ocalenia „klejnotu stołecznego mias­ta Krakowa i całej Polski”. Niewątpliwie sam też do tej grupy się zaliczał.

Agata Wolska dopisując epilog do swojej pasjonującej opowieści o dziejach restytucji mariackiego ołtarza notuje:

“Ksiądz archiprezbiter, który zachował we wdzięcznej pamięci decyzję Eisenhowera, poprosił ambasadora Jacoba D. Beama o przekazanie generałowi, pełniącemu wtedy funkcję prezydenta Stanów Zjednoczonych, wiadomości o szczęśliwym zakończeniu epopei zabytku”.

 

Ks. Ferdynand Machay w 1944 r. został administratorem parafii Mariackiej w Krakowie, od 1945 był dziekanem krakowskim, a od 1946 r. przysługiwał mu tytuł archiprezbitera. Posługę w jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich kościołów pełnił do swojej śmierci w 1967 r. Fot. Małolipnicka Rodzina Kolpinga, 2019 r.

CZYTAJ RÓWNIEŻ O ZNAJOMOŚCI KS. FERDYNANDA MACHAYA I KS. JANA ZIEI

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *