Pierwszy dzień wojny oczami Orawian

Wybuch II wojny światowej przewartościował priorytety i pojęcia, którymi wcześniej żyła ludzkość. Zaczęło się od Niemieckiej agresji na Polskę, w której uczestniczyli także Słowacy, a wkrótce do najeźdźców dołączyli Sowieci. Ze szczątków wspomnień mieszkańców Orawy układamy obraz dnia, który zmienił wszystko, 1 września 1939 r.

 

Miałem wtedy 17 lat. Dnia 1 września 1939 r. mamusia wstała dość wcześnie, bo miała piec chleb. Usłyszała odgłosy z dział, które padały od strony Słowacji. Zwróciła się do nas śpiących, żebyśmy wstali bo chyba wybuchła wojna. Z nastaniem świtu pojawiły się samoloty niemieckie, a z Jabłonki widać było płomienie pożarów. Słychać było warkot czołgów i samochodów. W końcu pojawiły się pierwsze patrole niemieckie, a za patrolami całe kolumny oddziałów zmotoryzowanych.

Alojzy Śmiech z Piekielnika
Wspomnienia Alojzego Smiecha z Piekielnika,
“ORAWA” nr 4-5, 1990

 

W czasie wybuchu II wojny światowej miałem 25 lat i pracowałem u Franciszka Lichosyta-Matusa, który był wtedy w Lipnicy sołtysem. Ich dom znajdował się za rzeką niemal naprzeciwko rabczyckiej drogi, którą to wcześnie rano 1 września 1939 roku wjechało część wojsk niemieckich do Polski. Ten obraz do dzisiaj tkwi mi w pamięci…

Ostatniego sierpnia wieczorem gazda kazał mi przygotować wóz, gdyż zamierzał pojechać parą koni, by je przekazać wojsku. (…) Wóz składałem gdzieś do godziny drugiej po północy, a mój gospodarz o jakiejś trzeciej nad ranem pojechał z tymi końmi. Ja poszedłem się chociaż na chwilę przespać na stodołę na sianie (w tym czasie wielu młodych właśnie tak sypiało). Zasnąłem od razu, ale po chwili zbudził mnie potworny huk.

Jan Karlak
Wrześniowa rocznica,
“ORAWA”, nr 37, 1999 r.

 

(…) koń okuty i o godzinie 2 po północy wyjechaliśmy z bratem Józkiem. (…) Po drodze w Dunajcu spotkaliśmy dużo ludzi z Jabłonki, którzy prowadzili konie na uździe. Byliśmy gdzieś za Rogoźnikiem obok Ludźmierskiej puścizny, gdy odezwały się ciężkie strzały armatnie, za chwilę na niebie nad Jabłonką było widać chmury dymu. Brat poszedł zaraz z powrotem do domu, bo martwił się o rodzinę.

Za chwilę od Czarnego Dunajca nadleciały dwa myśliwskie samoloty, z jednej i z drugiej strony drogi. Ten z lewej strony drogi zatoczył nad kupkami torfu na puściźnie ludźmierskiej, zrzucił 2 ładunki — może bomby, bo się zakurzyło i było słychać wybuchy, oddał kilka serii strzałów, poleciał nad Nowy Targ. Ten drugi z prawej strony jeszcze bardziej obniżył lot, pokazywał ręka żeby wracać. Wracali wszyscy, ja też.

Andrzej Grelak z Jabłonki
60 lat temu w Jabłonce na Orawie,
“ORAWA”, nr 37, 1999 r.

 

Godz. 2:30

– Naprzeciwko, za granicą, widać światła samochodów i słychać szum wielkiej ilości ciężkich silników.Co robić?

– Obserwować i meldować.

 

…kilkanaście minut później

– Na górce nad samą granicą widać kilkudziesięciu wojskowych niemieckich, zebranych jakby na jakąś naradę czy odprawę, gdyż mają mapy w rękach i przez lornetki obserwują nasze stanowiska. Co robić ?

– Nadal obserwować, w żaden sposób nie reagować, o ile nie przekroczą granicy, meldować.

 

Godz. 4:30

Niemcy schodzą z górki i słychać zapuszczanie motorów.

– Strzelać do nich wolno tylko, gdy przekroczą granicę, wszystko zaraz meldować.

Meldunki Andrzeja Pilacha z placówki granicznej na Orawie i wytyczne z I Brygady Górskiej
W. Steblik, Armia “Kraków”1939, Warszawa 1989

 

Lipniczanie mieszkający przy drodze prowadzącej do Rabczyc, m.in. Jan Fitak, Bazyl Płotek i kilku innych, obudzeni wczesnym rankiem hukiem silników, podeszli kilkaset metrów od wsi drogą w kierunku Rabczyc, by stwierdzić, co się dzieje. Ledwie wyszli nad ostatnie zabudowania Wojtusiaka „Sewcyka” zobaczyli ciemne cielska czołgów, które stały w kolumnie na drodze, a kilka z nich stało na polu Jana Fitaka „Przy Jabłoni” za kopami koniczyny. Niemcy stojący w otworach wieżyczek czołgowych patrzyli w kierunku Jabłonki. Gazdowie widząc to chyłkiem powrócili przerażeni do swoich domów z groźną wieścią o tym, że Niemcy rozpoczęli wojnę.

Popłoch się wzmógł, gdy nad Babią Górą pojawił się niemiecki samolot. Mieszkańcy Lipnicy myśleli, że będzie zrzucać bomby z gazami trującymi. Tymczasem rozległ się huk. To strzelało niemieckie działo czołgowe z czołgu stojącego na polu „Przy Jabłoni”. Strzał został oddany w kierunku Jabłonki. Wkrótce po tym strzale pojawiły się przed domami osiedla niemieckie motocykle z przyczepami zjeżdżające drogą Rabczycką do wsi. Na motocyklach były ustawione karabiny maszynowe. Za motocyklami pojawiły się czołgi z zamkniętymi włazami. Kiedy podjechały do pierwszych zabudowań, zatrzymały się, następnie otworzyły się włazy wieżyczek czołgowych, w których się pojawili niemieccy czołgiści.

Franciszek Fitak z Lipnicy Wielkiej
Okruch wspomnień z 1939 r.
, “ORAWA”, nr 36, 1998 r.

 

 

Nawet nie wiem jak znalazłem się na ziemi, która cała się trzęsła, zresztą ja też, gdyż byłem mocno przestraszony. Przyczyną tego niesamowitego huku były wystrzały z kanonów oddane przez Niemców w kierunku Lipnicy Małej, Jabłonki i Piekielnika. Zrozumiałem — zaczęła się wojna.

Z domownikami podbiegliśmy na wzniesienie nad domami (w kierunku małolipnickiej drogi) i z niepokojem patrzyliśmy w stronę granicy. Tam rabczycką drogą jechały cztery auta niemieckie. Tuż przed domami się zatrzymały, a z nich wysiedli oficerowie. Rozłożyli mapy i zaczęli na nich coś sprawdzać. Pokazywali w stronę Małej Lipnicy. Wkrótce nadjechały czołgi i one wjechały do wsi.

Czołgi i auta oraz motocykle — głównie trójkołowe kierowały się starym przejazdem (dziś od Franka Kubacki na Jurków) do Lipnicy Malej. Niektóre zdaje się nieliczne pojechały w górę wsi.

Jan Karlak

 

7:30

Cała dolina od Orawy pełna setek czołgów, samochodów pancernych i transportowych, sunących na Jabłonkę, Spytkowice i na Czarny Dunajec.  Nie zrozumcie mnie źle, 1 pułk KOP spełni rolę Leonidasa, ale myślcie o swoim skrzydle i tyłach.

Meldunek płk Janusza Gaładyka do sztabu Armii „Kraków”
W. Steblik, Armia “Kraków”1939, Warszawa 1989

 

W domu Jana Fitaka powstał popłoch. Początkowo przygotowano do podróży furmankę, ubrano się, spakowano pierzyny, trochę jedzenia na drogę i zastanawiano się, czy wyjeżdżać, czy też zostać w domu. Do domu Fitaków przyszła siostra gospodarza. Róża ze swoim mężem Karolem Ratułowskim i przybranym synem Józkiem niosącym w ręku tampon przeciwgazowy. Cala rodzina była przygotowana do ucieczki.

Na podwórko Jana Fitaka podeszło kilku oficerów niemieckich, którzy prosili, by im dano pić. Gospodarz zrozumiał słowo „milch” i powiedział żonie, żeby przyniosła mleka. Przestraszona gospodyni wyniosła mleko w dużym kamiennym garnku i kubek. Niemcy wypili mleko i nie wchodząc do domu gospodarza oddalili się. Gospodarz stanął na podwórzu z założonymi za plecy rękoma i przyglądał się stojącym na drodze czołgom. Niemiecki czołgista stojący we włazie wieżyczki czołgowej przez cały czas obserwował czujnie gospodarza. Kiedy ten się zorientował, że jest pod obserwacją, opuścił ręce, by nie wzbudzać podejrzeń, że kombinuje coś podejrzanego.

Po pewnej chwili cała kolumna czołgów ruszyła w dół do skrzyżowania z drogą biegnącą przez wieś i tu koło domu Borowych skręcono w lewo, w kierunku Babiej Góry, a następnie za Kapralchowym Brzyzkiem koło domu Wendelina Orawca „Kocańdy” skręcono w prawo w bród przez rzekę Lipnicę na drogę polną biegnącą przez osiedle Janków i Polaniorzy do Lipnicy Małej.

Samolot, który już wcześniej pojawił się nad Babią Górą, obniżył się poleciał nad kolumną czołgów, a następnie wyprzedzając ją kontynuował lot nad drogą w kierunku Lipnicy Małej.

Franciszek Fitak

 

Zaraz rano nadleciał samolot nad Babią Górę, której szczyt, a nawet i poniżej pozostawił w zasłonie dymnej tak, że tej góry zupełnie nie było widać.

Jan Karlak

 

Mieszkańcy Lipnicy Wielkiej przerażeni wychodzili z mieszkań, by się przyglądać pojazdom wojskowym poruszających się polnymi drogami od Rabczyc w kierunku Lipnicy Małej, Zubrzycy, Podwilka, Spytkowic.

W dolnej części wsi w Murowanicy koło mostu na rzece Lipnicy obok domu Janowiaka żołnierze polscy w sile kilku osób otworzyli ogień z okopu z broni ręcznej do Niemców, którzy wjechali do Murowanicy drogą z kierunku słowackiej wsi Bobrów. Obrona trwała krótko, żołnierze polscy polegli koło bronionego mostu. Byli chyba jednymi z pierwszych, którzy zginęli w nierównej walce z wojskami hitlerowskimi 1 września 1939 r. Zostali pochowani na lipnickim cmentarzu przez ks. proboszcza Karola Machaya.

Franciszek Fitak

 

Nabraliśmy trochę odwagi i z Piusem Pakosem poszliśmy ku drodze, by z bliska popatrzeć na przejeżdżające wojsko. Akurat wtedy jedne z aut miało jakiś defekt, gdzieś między domami Borowych i Fitaków Wysiedli żołnierze niemieccy, a jeden z nich podszedł do nas z papierośnicą i coś szwargotał po niemiecku. Nie rozumieliśmy go, ale domyśliliśmy się, że chodzi mu o papierosy. Przyszła tam stara Wikta (babkę niedawno zmarłej Heleny Burdylowej). Zawołaliśmy ją, gdyż umiała trochę po niemiecku. Rzeczywiście zabrakło temu wojakowi papierosów. Chce kupić cygaretle — powiedziała nam.

Ten przejazd zmotoryzowanych wojsk trwał mniej więcej do godz. 11:00. Gdzieś na wysokości kończących się dziś domów Zawodzia przy małolipnickiej drodze usadowiła się kuchnia połowa. Stała tam jakieś 2—3 dni. Z tym samym moim kolegą poszliśmy na dół, bo tam słyszeliśmy jakieś strzały. Chcieliśmy uwidzieć co się stało. Koło Łukasza Ziemiańczyka spotkaliśmy księdza Karola Machaya, który wracał od rannych żołnierzy polskich. Był u nich z ostatnią posługą. Mówił nam, byśmy wracali, bo nas Niemcy mogą zastrzelić. My jednak go nie posłuchaliśmy i poszliśmy dalej z ciekawości i z młodzieńczej odwagi. W Murowanicy zobaczyliśmy wysadzony most (uczynił to jeden z członków lipnickiej Tajnej Organizacji Wojskowej) — ten huk też słychać było nad ranem.

Poszliśmy w stronę Jabłonki i tu zobaczyliśmy (gdzieś w okolicach dzisiejszego domu wycieczkowego ORAWA) ciężko rannego naszego żołnierza. Był to wstrząsający widok. Śmiertelnie ranny Polak ogromnie cierpiący miał na wierzchu wszystkie wnętrzności. Przy nim stał bezradnie niemiecki lekarz wojskowy. W tym starciu zginęło czterech polskich żołnierzy. Spoczywają oni w zbiorowej mogile na naszym cmentarzu.

Jan Karlak

 

 

W Jabłonce przed wybuchem wojny były jednostki wojsk polskich składające się z KOP-u w sile batalionu oraz plutonu wzmocnienia straży granicznej w sile 60 ludzi. (…) nie posiadały ciężkiego uzbrojenia i dlatego, mimo bohaterstwa (w Lipnicy obsługa CKM KOP-u została rozjechana przez niemiecki czołg), wycofały się pod stałym ostrzałem na wyznaczoną pozycję. Pluton ostrzelał dwukrotnie pikujące samoloty nieprzyjaciela.

Eugeniusz Piekarczyk
Zapiski z rodzinnej kroniki

 

W Czarnym Dunajcu na rynku przy narożnym domu obok drogi do Jabłonki stali policjanci — droga do Jabłonki była zamknięta, wróciliśmy więc w stronę Nowego Targu. Ja jedyny miałem wóz, więc kazali mi jechać pod budynek sądu — oczywiście z dwoma policjantami, załadowali na wóz 2 kufry i jazda do Nowego Targu. (…) Nadbiegli Żydzi prosząc, by ich zabrać z bagażami. Przyszły dwie panie, było to prawie przed sklepem Kółka Rolniczego, prosząc też, by je zabrać do Nowego Targu. Dostałem dwie czekolady, byłem tym jakoś zakłopotany, bo pierwszy raz w życiu miałem w ręce duże całe czekolady. Niesamowite. Jedziemy do Nowego Targu.

Andrzej Grelak

 

Ja z kolegą, stojąc przy drodze patrzyłem na tę potężną armię i jej uzbrojenie. Ojciec zwrócił mi uwagę, że bracia twoi będą z nimi walczyć i abym się nie uśmiechał i odszedł z drogi. To był pierwszy dzień. Nic nie robiliśmy w polu, tylko spakowaliśmy ubrania na wypadek pożaru lub ewakuacji.

Alojzy Śmiech

 

Wojska niemieckie – po ostrzelaniu Jabłonki z dział rozmieszczonych nad granicą – wkraczają na teren Orawy wzdłuż całej granicy z Czechosłowacją. Pociski wywołały pożary w „Gęstych domach” i „Pod kościołem”. Żołnierze niemieccy w stosunku do ludności zachowali się poprawnie.

Eugeniusz Piekarczyk

 

Pamiętam, że wieczorem 1 września poszedłem do Gęstych Domów, gdzie paliły się zabudowania. Zobaczyłem niemieckiego fotoreportera, który robiąc zdjęcia, tak blisko podszedł do ognia, że wpadł do gorącej gnojówki, poparzył się dotkliwie, więc siarczyście przeklinał. Przez Niemców takie zdarzenia komentowane były tak, iż to Polacy, ustępując, niszczą zabudowania gospodarcze. Dowiedziałem się wówczas, iż wojska polskie stawiły duży opór na Wysokiej. Powtarzanie takich informacji było karcone i uważane przez Niemców za rodzaj dywersji.

Alojzy Stachulak
Wspomnienia,
“ORAWA” nr 42-43, 2005

 

Wszyscy jacyś byliśmy przygaszeni, niespokojni i markotni. Wiadomo wojna, która zawsze przynosi cierpienie, niewolę i zabijanie.

Jan Kalak

 

1 września 1939 roku wojska niemieckie wkroczyły na teren Orawy bez oporu, posuwały się szybko naprzód, pozostawiając po sobie nieduże straty oraz zniszczenia. Teren Górnej Orawy został przez Hitlera przekazany (nowo powstającemu) państwu słowackiemu. Orawa przez okres pięciu lat była pod okupacją słowacką.

Alojzy Dziubek

 

W tragicznych dniach września 1939 r. pojawiła się w Lipnicy Wielkiej „pieśń” o wstrząsającej wymowie:

Jesce Polska nie zginyła,
Ale zginóć musi.
Z jedne strony bijo Niymcy.
Z drugie strony Rusi”.

 

Jednocześnie już w pierwszym dniu wojny jeden z mieszkańców wsi stwierdzi! z głębokim przekonaniem: „Przidzie cas, ze becie wracać”. Okazało się, że miał rację, bo nadszedł czas, kiedy 30 stycznia 1945 r. tą samą drogą Rabczycką wracały oddziały niemieckie ze wschodu. Ich żołnierze szli pieszo po głębokim śniegu zmarznięci, zarośnięci, głodni. Jedyny niemiecki pojazd zmechanizowany jaki pojawił się wówczas na drodze Rabczyckiej był niesprawny i musiały go ciągnąć drogą Rabczycką konie lipnickich gazdów. Zaś gazdowie kiwali głowami mówiąc: „Widzicie na co wom przisło, a kciełiście podbić cały świat, teroz mocie, idźcie na nogach tam, skądeście prziśli”.

Franciszek Fitak

 

Jako materiał ilustracyjny wykorzystano zdjęcia z wystawy Roberta Kowalskiego (PTH Nowy Targ) “Chwała Bohaterom w powietrzu i na ziemi”

ZOBACZ TAKŻE: Niemiecko-słowacka agresja na Polskę

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *