Księża Sikorowie z Jabłonki

Jako chłopscy synowie mieli wiele szczęścia w tym, że ich ojca stać było na wykształcenie dwóch księży – a mieli jeszcze piątkę rodzeństwa. O wspólnym powołaniu przypomina kapłańska mogiła, ale na właściwe upamiętnienie czeka ich praca dla Polski.

Obaj kapłani pracę wśród mieszkańców rodzinnej Orawy rozpoczęli już na długo przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Na łamach „Gazety Podhalańskiej” promowali prawdę o polskim pochodzeniu górali orawskich i spiskich, zachęcali do posługiwania się gwarą bez żadnego skrępowania, wręcz do dumnego używania mowy wyniesionej z rodzinnych domów. W przededniu oraz w trakcie I wojny światowej starali się chronić orawskich górali przed madziaryzacją i słowakizacją. Edukowali miejscową ludność i współpracowali z inteligencją skupiającą się w Zakopanem, Nowym Targu i Krakowie. Występowali na wiecach w orawskich wioskach oraz w odległych polskich miastach i miasteczkach. Z poświęceniem angażowali się w prace komitetu plebiscytowego.

 

Budziciele polskiego ducha

W czerwcu 1912 r. Antoni Sikora pod patronatem dra Jana Bednarskiego założył w Jabłonce samokształceniowe Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego. Młodzież orawska, ucząca się w węgierskich szkołach średnich i seminariach duchownych, poznawała w nim dzieła klasyków pisarstwa i doskonaliła znajomość literackiego języka polskiego.

Podczas II Zjazdu Podhalan, który w sierpniu tego samego roku odbywał się w Zakopanem, klerycy Antoni Sikora i Józef Buroń wraz z rodzeństwem: Józefą i Eugeniuszem Machayami uczestniczyli w pracach specjalnej Sekcji Spisko-Orawskiej. Przedmiotem obrad toczonych z podhalańskimi regionalistami był wybór formy działalności, która służyć miała budzeniu polskiej świadomości narodowej wśród górali żyjących w państwie węgierskim.

Starszy z braci Sikorów, Eugeniusz, należący już od dekady do stanu kapłańskiego, był w tym czasie wikarym w rodzinnej Jabłonce. Wspólnie z aptekarzem Eugeniuszem Sterculą przekonał proboszcza ks. Stefana Hatiara do zorganizowania w 1913 r. Misji Świętych, których prowadzenie powierzono krakowskim redemptorystom. Dzięki nim Orawianie zebrani w Jabłonce w liczbie ok. 3 tys. pierwszy raz od dłuższego czasu mogli wysłuchać słowa Bożego w języku polskim.

Ostatnim doniosłym wydarzeniem narodowym z przedednia wybuchu wielkiej wojny był Dzień Spisko-Orawski. 26 lipca 1914 r. do Zakopanego zjechali przedstawiciele polskiej góralszczyzny na Węgrzech, by zacieśniać kontakty z polską inteligencją i upowszechniać sprawę rodzinnych ziem. Pod Giewontem nie zabrakło braci Sikorów.

 

KS. ANTONI SIKORA
ur. 11 kwietnia 1893 r. w Jabłonce
syn Antoniego i Cecylii Jabłońskiej
zam. Jurgów
zawód: proboszcz
zm. 14 marca 1956
Posiadał Srebrny Krzyż Zasługi

Odznaczony Medalem Niepodległości w 1937 r.

W r. 1913 wybrany prezesem polskiej organizacji studenckiej. Podczas najazdu czeskiego i plebiscytu śmiały bojownik polskości słowem i piórem.

KS. EUGENIUSZ SIKORA
ur. 29 grudnia 1883 r. w Jabłonce
zam. Piekielnik
zawód: proboszcz
zm. 27 lipca 1936
Posiadał Srebrny Krzyż Zasługi

Odznaczony pośmiertnie Medalem Niepodległości w 1937 r.

Przed wojną światową pracował nad podniesieniem Polskości na Orawie, a w l. 1919-1920 w Radzie Narodowej na Orawie podczas plebiscytu za przyłączeniem Spisza i Orawy do Polski. Pracownik polski od 1911 r. W czasie najazdu czeskiego w listopadzie 1918 przez Czechów więziony w Bratysławie, skąd zbiegł. Podczas plebiscytu niezmordowany bojownik.

 

Wojna, której finał przyniósł wyzwolenie narodów, w swej rozwijającej się fazie skutkowała utrudnieniem polskiej działalności na Kresach Południowych. Werbunek na front przerzedził szeregi działaczy zajmujących się Orawą i Spiszem. Tym istotniejsza w tych warunkach stała się praca pozostałych.

Szczególną aktywność zaczął wtedy przejawiać ks. Antoni Sikora, rodem z Orawy, ale prowadzący swoją działalność duszpasterską w Drużbakach na Spiszu, gdzie głosił kazania po polsku i rozprowadzał polską literaturę religijną. Obdarzony dobrą intuicją polityczną, potrafił rozsądnie bronić sprawy polskiej na Górnych Węgrzech, polemizując z niektórymi głosami tamtejszej prasy, zarówno węgierskiej, jak i słowackiej. Ponadto, opublikował na łamach „Gazety Podhalańskiej” szereg tekstów o wydźwięku „budzicielskim”, w których m.in. domagał się większych praw dla języka polskiego na Spiszu i Orawie — podkreśla w swym monumentalnym dziele „Zapomniane Kresy” prof. J. Roszkowski.

Szukając nowych form działalności starał się o założenie pisma religijnego dla polskiej ludności na Górnych Węgrzech. Przy zmieniającej się sytuacji politycznej inicjatywa nie została sfinalizowana, a przed jej autorem i jemu podobnymi stanęły nowe wyzwania.

 

Bojownicy Niepodległości

Po powrocie z kapelańskiej posługi na frontach wojennych, bliżej przełomowych wydarzeń na Orawie znalazł się ks. Eugeniusz Sikora. „Stał się zaraz na miejscu apostołem polskości” – wspominał ks. Ferdynand Machay.

W pierwszych dniach listopada 1918 r. uczestniczył w tworzeniu polskiej Rady Narodowej w Jabłonce, w której wyznaczono mu zastępowanie przewodniczącego, Jana Piekarczyka. Znalazł się również w delegacji, której zadaniem było przedstawienie dr Bednarskiemu rezolucji przyjętej przez zgromadzenie obywatelskie Orawian, żądających „przyłączenia wszystkich polskich ziem w żupaństwach: trenczyńskim, orawskim i spiskim do wielkiej, katolickiej Polski”.

Księża Sikorowie wraz z kilkoma jeszcze osobami stali u boku ks. Machaya w podejmowaniu decyzji i działań kluczowych dla zrealizowania tego celu.

10 listopada 1918 r. na plebanii w Żubrochławie ks. Antoni Sikora uczestniczył w spotkaniu ks. Ferdynanda Machaya z przedstawicielami Słowaków. „Była to pierwsza konferencja ze Słowakami, gdzieśmy bardzo szybko przyszli do porozumienia. I. Skiczak i ks. I. Grebacz przyznali otwarcie, że lud polski należy się Polsce. Myśmy ich zapewnili, że ani do jednej słowackiej wioski nie wstąpimy po przysięgę ludzi dla Polski, oni też obiecali, że nam nie będą przeszkadzać. Dawni znajomi i przyjaciele, cieszący się upadkiem wspólnego wroga, przyszli łatwo do porozumienia” — pisał ks. Machay.

W tym czasie od porozumienia ze Słowakami istotniejsze okazały się jednak zamiary Czechów, których wojska w grudniu 1918 r. zajmowały już tereny na Spiszu i Orawie, łącznie z polskimi wioskami powiatu namiestowskiego.

Rozładowaniu napięcia służyć miały zawarte w ostatnich dniach 1918 r. porozumienia polsko-czechosłowackie dotyczące tymczasowego rozgraniczenia opartego na aktualnym stanie posiadania obu stron. 24 grudnia umowa w sprawie zawieszenia broni i wojskowej linii demarkacyjnej podpisana została 24 grudnia w Popradzie. Tydzień później, tj. 31 grudnia, podobne rokowania odbyły się w Chyżnem.

Na konferencji w Chyżnem stronę polską reprezentowali: ppłk Witold Filmowski, por. Tadeusz Dąbrowski, dr Jan T. Dziedzic oraz przedstawiciele Rady Narodowej w Jabłonce: księża Eugeniusz Sikora i Ferdynand Machay.

Pomimo zawartych umów, rosnące w siłę jednostki armii czeskiej stale zagrażały polskim posterunkom, posuwając się do zbrojnych prowokacji. Ukoronowaniem owego wiarołomstwa była dyplomatyczna intryga, na skutek której polskie oddziały po 13 stycznia 1919 r. wycofały się ze Spisza i Orawy, gdzie natychmiast wkroczyły wojska czeskie. Część najbardziej zaangażowanych działaczy zmuszona była uchodzić na Podhale w obawie o swoje bezpieczeństwo. Wśród nich był ks. Eugeniusz Sikora, który jednak już pierwszego dnia na emigracji zdecydował się na powrót, co w następujący sposób zostało przedstawione przez ks. Machaya:

„Ani mieszkania, ani noclegu, ani ciepłych słów współczucia i pokrzepienia. (…) Wynajęliśmy dwa pokoje. Przeszliśmy się jeszcze kilka razy po rynku w trapiącem milczeniu.

– No, chodźmy spać, jutro będziemy dalej dumać.

– Idźcie. Ja wstąpię jeszcze do jednego dobrego znajomego – oświadczył ks. Sikora. Lecz nie poszedł on wcale do znajomego. Bolesny zawód i zmartwienie stąd pochodzące wstrząsły nim do głębi. Aby nikomu nie być ciężarem, postanowił ks. Sikora natychmiast wrócić do ojcowskiego domu w Jabłonce. Była 11-sta w nocy, gdy wyruszył w 25-kilometrową drogę piechotą.”

Ledwie wrócił, od razu wpadł w ręce Czechów.

— Skoro zaś Jabłonczanie dowiedzieli się o wywiezieniu przez Czechów ks. Eugeniusza Sikory, oburzeni zgromadzili się i wskazując na uprzejme postępowanie wojsk polskich w oczy wyrzucali Czechom barbarzyństwo i uciskanie Polaków. Oficer czeski wyraził się, że jeszcze nigdzie na Węgrzech nie doznał takiego przyjęcia jak w Jabłonce — informowała Gazeta Podhalańska, podając również w innym miejscu w liście od czytelnika z Jabłonki: — Co się tu porobieło pod tem temcasowym panowaniem ceskiem. Jaze straso było, kiedy ci bracio do nasej dziedziny wleźli! (…) Piersoich robota była: ukraść ks. [Eugeniusza] Sikorę. Ani się biedok ubrać, ani ze swoimi pożegnać nie mioł casu. Bardzo się tez za to złodziejskie postępowanie cało okolica na nich gniewo.

Więcej szczegółów o uwięzieniu księdza znalazło się w relacji Józefy Mikowej do brata kapłana, pozostającego w Nowym Targu:

— Stało się bowiem tak, że przed wkroczeniem wojsk, wywieźli nasamprzód ks. Eug. Sikorę. Przybył do niego jakiś oficer i zapraszał go na jakieś rokowania we Trzcianie. Nie chciał on pójść, bo się obawiał pułapki. Lecz gdy mu ten oficer dał słowo honoru(!), że go w ten sam dzień przywiezie z powrotem do Jabłonki (14 stycznia), uwierzył mu lekkomyślnie i zgodził się na wyjazd. Na tyle mu uwierzył, że nawet do domu nie poszedł pożegnać się z rodzicami (…). Ludzie opowiadają, że jechali z nim, jak na Eljaszowym wozie. Po co on się też wrócił!? Wiesz, jak ludzie ks. Sikorę kochają. (…) podniosło to do niebywałej tutaj wysokości ducha polskości i twardego oporu. Nikt im też inaczej nie mówi, tylko: Złodzieje, księdzaście nam ukradli.

Po wydostaniu się z niewoli represjonowany kapłan schronienie otrzymał na plebanii w Odrowążu, gdzie również był poszukiwany przez czeskich wysłanników.

Było nas czterech księży, którzyśmy zbiegli z republiki czechosłowackiej do Polski, aby tu pracować nad oswobodzeniem naszego ludu. Była to ucieczka spod władzy biskupiej bez zezwolenia biskupa spiskiego. Na początku nic sobie z tego w kapitule spiskiej nie robiono. Ja siedziałem w Nowym Targu, ks. Eugeniusz Sikora w Odrowążu, ks. Antoni Sikora w Ludźmierzu, ks. Józef Buroń zaś w Klikuszowej. Gdy jednak we wrześniu 1919 w Paryżu ogłoszono plebiscyt na naszych ziemiach, kapituła spiska zmieniła swoje désintéressement co do naszych osób. Rząd czeski obawiając się naszego powrotu i naszej agitacji podczas plebiscytu, chciał wymusić na kapitule spiskiej, aby nas wezwała do pracy duszpasterskiej daleko poza terenem plebiscytowym — wspominał ks. Machay.

 

Komitet Plebiscytowy Spisko-Orawski na fotografii grupowej w Nowym Targu. Ks. Antoni Sikora stoi w drugim rzędzie, siódmy od prawej (obok niego ks. Józef Buroń).

Przeciw polskim księżom wytoczono zjadliwą propagandę. W pełnej inwektyw ulotce pod tytułem: „Odkazujeme vás pred súd Boží a súd sveta”, wyzywano ich o od heretyków i kacerzy, fałszywych proroków, wilków w owczej skórze – „poznacie ich: butnych i zuchwałych Machayowców, błaznów Sikorowców” – pisał autor paszkwilu, w który od określenia kapłanów zbójcami i siepaczami dochcodził do groźby: „Przyjdzie czas, kiedy się z wami policzymy!”.

Zniewagi nie odstraszyły ich od działalności w Komitecie Plebiscytowym. Kierujący jego Biurem Prasowym Juliusz Zborowski szczególnie cenił sobie pracę ks. Antoniego Sikory. Jednym z ważniejszych tekstów, który wyszedł spod jego ręki był ten, w którym udowadniał, że wśród nazwisk orawskich i spiskich emigrantów w USA, podpisanych rzekomo pod petycją o przyłączenie ich rodzinnych ziem do Czechosłowacji, są „martwe dusze”, m.in. zmarli już członkowie jego rodziny. Zarzucał też Czechom fabrykowanie listów słanych od rodzin z Ameryki do krewnych na obszarze plebiscytowym.

Poza drukami ulotnymi i publikacjami w „Gazecie Podhalańskiej” ważnym nośnikiem słowa do mieszkańców spornego obszaru było osobne plebiscytowe wydawnictwo. „Wreszcie w tych Nowinach Spisko-Orawskich chcemy się odpłacić za to wszystko dobro, które doznaliśmy od was. Wyście nas wychowali, synami Polski uczynili, my tedy z wdzięczności chcemy was bronić na każdym kroku, domagając się przedewszystkiem opróżnienia Spisza i Orawy przez wojska czeskie a następnie przeprowadzenia jak najrychlej głosowania” – zapewniał zespół redakcyjny z podpisanymi m.in. księżmi Sikorami.

 

Pracownicy winnicy pańskiej

Głosowanie ostatecznie się nie odbyło, a po przyłączeniu do Polski skrawków Orawy i Spisza w 1920 r., księży Sikorów skierowano do pracy duszpasterskiej na rodzinnej ziemi. Eugeniuszowi powierzono administrowanie parafią w Chyżnem, a Antoni został wikarym w Podwilku, skąd wkrótce przeniósł się do spiskiego Jurgowa.

Kontynuacją działalności niepodległościowej było zaangażowanie księży w pracę oświatową i kulturową wśród góralskiej ludności, którą zdołali obronić dla Polski. Na polach swej aktywności angażowali nie tylko osobisty czas i wysiłek, ale nie szczędzili też pieniędzy, o czym świadczą wzmianki na listach wpłat rozmaitych społecznych inicjatyw.

Duchowieństwo i inteligencja orawska przed kościołem w Orawce, około 1935 r. Pierwszy od lewej siedzi ks. Eugeniusz Sikora.

Duszpasterska posługa ks. Eugeniusza Sikory została przerwana przez jego nagły zgon. 27 lipca 1936 r. na probostwie w Piekielniku 51-letni ksiądz doznał udaru serca. „Zmarły był gorliwym kapłanem i wielkim przyjacielem ludu biednego, któremu w nędzy materialnej i duchowej zawsze starał się ulżyć i dopomóc” – informowała w relacji nt. pogrzebu Gazeta Podhala.

Zaledwie kilkanaście dni wcześniej powołano Związek Górali Spisza i Orawy, powstały z przekształcenia działającego od 1931 r. Związku Spisko-Orawskiego. Jednym z czołowych działaczy tej organizacji był ks. Antni Sikora.

 

II wojna światowa

W czasie II wojny światowej polscy księża na Spiszu i Orawie ponownie stali się osobami podejrzanymi i niepożądanymi. Na terenach zajętych przez Niemców, a następnie przekazanych pod okupację słowacką polscy kapłani znajdowali się pod specjalnym nadzorem lub byli zmuszani do opuszczenia zajmowanych parafii. W 1940 r. ks. Antoniego Sikorę aresztowano. Z internowania w Ilavie zwolniono go co prawda dzięki interwencji kurii spiskiej, niemniej poprzez przeniesienie do wsi Vikartovce w okolicach Popradu, skutecznie zneutralizowano jego wpływy na terenie newralgicznym dla nowej władzy.

Już po wojnie, po trudach administracyjnego przeniesienia się z powrotem na łono ojczyzny i krakowskiej diecezji zatrzymał się u końca 1947 r. na pewien czas w Jurgowie. Tam „ze względu na stan zdrowia, jak również ze względu na specjalne warunki i stosunki miejscowe” wzbraniał się już przed skierowaniem do pracy w Niedzicy. Osiadł natomiast w Kacwinie, gdzie jeszcze starał się w Kapitule Spiskiej o odzyskanie książek z biblioteki, którą założył na swojej przedwojennej parafii.

Na czas jego pracy w kacwińskiej parafii przypada odnowienie i ozłocenie bocznych ołtarzy w kościele.

Gdy w 1956 r. zmarł ks. Antoni i pochowany został w Jałonce, obok niego złożono przeniesione z Piekielnika szczątki ks. Eugeniusza.

Brat księży Sikorów Jan był pierwszym Orawianinem odznaczonym Medalem Niepodległości. Od połowy lat 20. pełnił funkcję naczelnika, a potem wójta gminy Jabłonka. Potem organizował polską administrację  po II wojnie światowej.

JAN SIKORA
ur. 29 sierpnia 1890 r. w Jabłonce
syn Antoniego i Cecylii Jabłońskiej
zam. Jabłonka
zawód rolnik, naczelnik gminy Jabłonka
zm. 15 grudnia 1951 r.

Odznaczony Medalem Niepodległości w 1933 r.

W latach 1914-1918 odbył służbę wojskową w wojsku austriackim. Po rozpadnięciu się Austrii wstępuje w r. 1919 do polskiej Kompanii Spisko-Orawskiej, jaka się uformowała w Czarnym Dunajcu i pozostaje w tejże aż do czasu plebiscytu. Podczas plebiscytu na Orawie uzyskuje nominację na organizatora polskich oddziałów bojowych na terenie plebiscytowym Orawy. Jako organizator tych oddziałów bojowych, oddał znakomite usługi sekcji polskiej. Niezależnie od tych czynności rozszerzał broszury agitacyjne na terenie Orawy oraz namawiał ludność o głosowania za przyłączeniem do Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *