Korpus Ochrony – orawskiego – Pogranicza

Korpus Ochrony Pogranicza został utworzony w 1924 r., by osłaniać wschodnią granicę II Rzeczypospolitej, ale już piętnaście lat później żołnierze tej formacji brali udział w obronie innych części kraju przed napaścią Niemiec, a potem Związku Sowieckiego.

Dzieje oddziału, którego żołnierze w momencie wybuchu II wojny światowej mieli bronić orawskiego odcinka granicy ze Słowacją sięgają 1927 r. Wtedy w ramach kolejnego etapu organizacji KOP sformowano 27 batalion odwodowy, rozlokowany w Siniawce, wsi w woj. nowogródzkim, w powiecie nieświeskim, a następnie dyslokowany do miasteczka Snów w powiecie nowogródzkim.

W Snowiu położonym na terenie dzisiejszej Białorusi, żołnierze rezydowali w dziewiętnastowiecznym zespole pałacowym nabytym (lub otrzymanym) około 1925 r. od barona Henryka Hartingha, którego przodkowie w 1854 r. zakupili majątek ziemski od rodziny Rdułtowskich.

Do zabytków miejscowości leżącej nad rzeką Snówką należą również kościół św. Jana Chrzciciela, cerkiew św. Kosmy i Damiana oraz dwór Harthingów.

W 1939 r. Snów znalazł się pod okupacją sowiecką, zastąpioną na lata 1941-1944 na niemiecką. Potem przyszedł czas przynależności do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej.

Miejsce stacjonowania utrwaliło się jako element nazwy – od 1931 r. już – Batalionu KOP „Snów”. W toku dalszych reorganizacji powstał Pułk KOP „Snów”. W 1939 r. pod dowództwem mjr. Jana Kazanowskiego znajdowało się ponad 680 żołnierzy.

 

Kopiści na Orawie

W marcu 1939 r. Batalion Odwodowy „Snów” został zmobilizowany i przeniesiony na granicę południową. Rozwinięty jako 1 Pułk Piechoty KOP w składzie dwóch batalionów: „Snów” i „Snów I” (występującymi też w literaturze jako „Snów I” i „Snów II”). Reszta Pułku pozostała na wschodniej rubieży.

1 Pułk Piechoty KOP pod dowództwem ppłk Wojciecha Stanisława Wójcika rozpoczął kampanię wrześniową w składzie 1 Brygady Górskiej Strzelców. W roli dowódców dwóch batalionów występowali ppłk Jan Kazanowski i mjr Czesław Jamka.

Miałem wakacje, uczyłem się w Państwowej Szkole Przemysłowej w Bielsku. Wakacje takie nie bardzo normalne. Było trochę wojska, KOP, później rezerwiści zmobilizowani do formacji Obrony Narodowej. Wojsko kopało okopy na pagórkach, koło dróg na potoczkach rowy przeciwczołgowe – zapamiętał Andrzej Grelak z Jabłonki.

Obok żołnierzy KOP-u pierwszą linię obrony na Orawie przygotowywali stacjonujący stale na tym terenie funkcjonariusze Straży Granicznej i rekrutujący się z miejscowej ludności rekruci zakopiańskiego batalionu Obrony Narodowej, wspierani przez ludność cywilną.

Sam osobiście uczestniczyłem przez tydzień w budowaniu przeszkód z kamieni przy drodze objazdowej koło mostu w Murowanicy i na drodze naprzeciwko domu Erwina Żurka. W tych pracach uczestniczyło nas sześciu, głównie ci, którzy nie odbyli służby wojskowej. Codziennie żołnierze z Jabłonki dowozili nam posiłek. Właśnie w Jabłonce przebywało już kilkunastu lipniczan — rezerwistów. Tam mieściła się placówka Korpusu Obrony Pogranicza – wspominał Jan Karlak z Lipnicy Wielkiej.

W Jabłonce część kopistów pomieszkiwała w domu Piekarczyków, który był budynkiem z bogatą historią. To tam w listopadzie 1918 r. zgromadzenie obywatelskie mieszkańców Orawy powołało do życia polską Radę Narodową i uchwaliło rezolucję z żądaniem przyłączenia do Polski. W domu tym wychował się jeden z orawskich Bojowników Niepodległości, Eugeniusza Piekarczyka, który w rodzinnej kronice zanotował:

W Jabłonce przed wybuchem wojny były jednostki wojsk polskich składające się z KOP-u w sile batalionu oraz plutonu wzmocnienia straży granicznej w sile 60 ludzi. (…) nie posiadały ciężkiego uzbrojenia i dlatego, mimo bohaterstwa (w Lipnicy obsługa CKM KOP-u została rozjechana przez niemiecki czołg), wycofały się pod stałym ostrzałem na wyznaczoną pozycję. Pluton ostrzelał dwukrotnie pikujące samoloty nieprzyjaciela”.

W dolnej części wsi w Murowanicy koło mostu na rzece Lipnicy obok domu Janowiaka żołnierze polscy w sile kilku osób otworzyli ogień z okopu z broni ręcznej do Niemców, którzy wjechali do Murowanicy drogą z kierunku słowackiej wsi Bobrów. Obrona trwała krótko, żołnierze polscy polegli koło bronionego mostu. Byli chyba jednymi z pierwszych, którzy zginęli w nierównej walce z wojskami hitlerowskimi 1 września 1939 r. Zostali pochowani na lipnickim cmentarzu przez ks. proboszcza Karola Machaya – pisał Franciszek Fitak o poświęceniu żołnierzy przyjmujących niemiecki atak.

Nabraliśmy trochę odwagi i z Piusem Pakosem poszliśmy ku drodze, by z bliska popatrzeć na przejeżdżające wojsko. (…) Koło Łukasza Ziemiańczyka spotkaliśmy księdza Karola Machaya, który wracał od rannych żołnierzy polskich. Był u nich z ostatnią posługą. Mówił nam, byśmy wracali, bo nas Niemcy mogą zastrzelić. My jednak go nie posłuchaliśmy i poszliśmy dalej z ciekawości i z młodzieńczej odwagi. (…) Poszliśmy w stronę Jabłonki i tu zobaczyliśmy (gdzieś w okolicach dzisiejszego domu wycieczkowego ORAWA) ciężko rannego naszego żołnierza. Był to wstrząsający widok. Śmiertelnie ranny Polak ogromnie cierpiący miał na wierzchu wszystkie wnętrzności. Przy nim stał bezradnie niemiecki lekarz wojskowy. W tym starciu zginęło czterech polskich żołnierzy. Spoczywają oni w zbiorowej mogile na naszym cmentarzu – wspominał Jan Karlak.

Obok czterech niezidentyfikowanych żołnierzy spoczywających na cmentarzu w Lipnicy Wielkiej, w czasie walk w tej miejscowości śmiertelnych ran doznał strzelec Franciszek Kij (ur. 3 grudnia 1898), pochowany w innym miejscu. Dalszych dwóch kopistów poległo w Podwilku w walce z czołowym oddziałem niemieckiej 2 Dywizji Pancernej.

W trakcie toczących się walk płk Janusza Gaładyka meldował do sztabu Armii „Kraków”: „Cała dolina od Orawy pełna setek czołgów, samochodów pancernych i transportowych, sunących na Jabłonkę, Spytkowice i na Czarny Dunajec. Nie zrozumcie mnie źle, 1 pułk KOP spełni rolę Leonidasa, ale myślcie o swoim skrzydle i tyłach”.

W tym czasie na 1 pułk KOP wsparty jedynie baterią 65 mm armat górskich Niemcy rzucili 400 czołgów, 50 samochodów pancernych i 4 dywizjony artylerii. Z odwodem skierowano do nich 10 Brygadę Kawalerii płk. Maczka. Wypchnięci poza Orawę żołnierze trwali wraz z nim na pozycjach pod Jordanowem do 3 września. Potem razem cofali się, zabezpieczając działania innych grup operacyjnych polskiego wojska. 10 września żołnierze KOP, którzy stracili już łączność ze swoim dowództwem, przydzieleni zostali do 21 Dywizji Piechoty. Wówczas oficer operacyjny kpt. Wróblewski tak charakteryzował kopistów: „Był to najlepszy żołnierz, jakiego widziałem w życiu. A jak celnie strzelali! Wspaniała dyscyplina ogniowa i więź z dowódcami”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *