Duchowa komunia męczennicy z Orawy

Gdy przyjęcie Eucharystii jest niemożliwe, pozostaje wzmocnienie komunią duchową. Za przykład można podać doświadczenie Józefy Machay-Mikowej, której zjednoczenie z Jezusem nastąpiło w sytuacji ekstremalnej i pewnie dlatego zrządzeniem Opatrzności zostało utrwalone.

Wobec nadchodzącego wybuchu II wojny światowej Józefa Machay-Mikowa i jej mąż Emil wstąpili do Tajnej Organizacji Wojskowej. Ona pod pseudonimem „Ryś” pełniła funkcję szefa łączności i płatnika okręgu krakowskiego. Organizowała sieć szlaków przerzutowych i kurierskich z kraju przez Słowację na Węgry. On był porucznikiem Związku Walki Zbrojnej. Zajmował się łącznością radiową z dowództwem w Londynie.

Józefa i Emil Mikowie

Razem zostali aresztowani przez niemieckich okupantów w nocy z 3 na 4 maja 1941 roku, po częściowym rozpracowaniu krakowskich struktur ZWZ i TOW. Emila osadzono w obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie zmarł 7 listopada tego samego roku. Józefę uwięziono na Montelupich, gdzie była przesłuchiwana i torturowana.

Wśród świadectw męczeństwa Orawianki zachowała się jej osobista relacja przekazana bratu, ks. Ferdynandowi Machayowi, który odwiedzał ją potajemnie podczas czasowego przeniesienia do szpitala przy ul. Kopernika w Krakowie oraz dzięki życzliwości skierowanych tam do prowadzenia nadzoru polskich policjantów. W kronice salwatorskiej parafii zanotował m.in. scenę przeżycia przez wycieńczoną kobietę duchowej komunii:

W czasie dwudniowego wystawienia na korytarzu siedem razy upadała bezwładnie. Oblali jej głowę zimną wodą, dali się czegoś napić, postawili na nogi, by dalej stała. Po dwóch dniach zaprowadzili ją do ciemnicy, gdzie ją trzymali trzynaście dni o głodzie i pragnieniu. W ciemnicy, na brudnym legowisku leżała bezsennie i modliła się bez przerwy. Na stół ciemnicy postawiono dzban z napojem. Józka zanurzała palec w płynie i oblizywała go: smak płynu był słony i trochę kwaśny. Zrozumiała błyskawicznie, że płyn jest podany do wzmocnienia pragnienia… i nie piła z dzbana przez trzynaście dni. Na zmylenie swoich opiekunów lwią część zawartości dzbana wylewała do “kibla”.

Pewnego dnia stróż więzienny odchylił trochę drzwi i wrzucił spory kawał chleba. Okiennym otworem pod sufitem wdarło się do ciemnicy coś niecoś światła. Gdy sobie uświadomiła, że na podłodze leży chleb rzeczywisty… że robactwo więzienne zeżre go w krótkim czasie… sięgnęła po chleb przepełniona lękiem nerwowym, położyła na nim znak krzyża… pocałowała… i rozegrały się w jej duszy przedziwne dyskusje.

              – Nie jedz bo zatrute… Wołał głos wewnętrzny. Uwierzyła mu. Lecz ledwie to zdołała uczynić, usłyszała głos drugi.

              – Zjedz! Nic się nie bój! Żołnierz, który go wrzucił całym sercem z tobą współczuje…

Drzwi odchyliły się ponownie, drzwi rozświetliły dwa słowa: “szczęść Boże” i drzwi zamknięto pospiesznie. Dyskusja trwała. Józka dygotała ze wzruszenia. Odczucie głodu spotęgowało się, siła pragnienia zmieniała się w ogień palący. Przekładała chleb z ręki do ręki. Czyniła to pieszczotliwie, by daru niespodziewanego nie zadrasnąć paznokciem niezbyt czystym. To dotykanie chleba miało swoją wymowę.

              – Świeży chleb… Niezeschnięty… Jest w nim sporo błogosławionej wilgoci – szeptała jakby uśmiechnięta.

              – O, Boże! Krzyknęła nagle!

              – Przygotowuję się na śmierć za Polskę… bez pokarmu, bez napoju, moja żywność zanika, ulatnia się. Ledwie się już ruszam. Mój pobyt doskonale się usposabia do przyjmowania Komunii św. duchowej… Chleb – podarunek przybliży mnie do przyjmowania Komunii św. – jakby rzeczywistej…

Uklękła, urwała kawałek chleba, modliła się:

“Panie Jezu, Zbawicielu mój. Pokarmie mój. Ręka najeźdźcy odsunęła mnie od Twojego Stołu, dotkliwiej odczuwam głód Ciebie – Chleba, niż głód fizyczny. Pobłogosław tę kruszynę chlebusia, którą trzymam, i po jej spożyciu wlej do mojego serca wszystkie łaski duchowe i wszelkie wzmocnienia ciała, które mi są w tej ciemnicy potrzebne… W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – spożywam chleb ręką żołnierza wrzucony… Amen.”

O, dłużyło się Józce w osamotnieniu ciemnym. Na “płaszczu” więziennym zdołała wyzwolić i usamodzielnić – nitkę długawą, która stała się jej zwiadowcą “czasowym”: co ranka zadzierzgnęła węzełek na nitce. (…) Boże! … Jest ich już dwanaście. Zawrót głowy zwalił ją z nóg. Poleżała bezwładnie na podłodze.

Ocknęła się…

Powyższe przeżycia pochodzą z pierwszego okresu uwięzienia Mikowej. Wśród tortur, upokorzeń i cierpień przetrwała jeszcze kilkanaście miesięcy. W marcu 1942 r. przewieziono ją do zakopiańskiej katowni w Hotelu Palace. Gdy w kolejnym miesiącu odwieziono ją z powrotem do Krakowa wyznała współwięźniarce: “Moja wiara pomogła mi przetrwać to śledztwo, ale czy ja to przeżyję?”. Potem ta sama kobieta wspominała: “Rozpaczała, że umiera bez pociechy religijnej. Była przecież bardzo pobożna i przyjęcie św. sakramentów w godzinę śmierci było dla niej bardzo istotną sprawą”.

Po nieudanych próbach zmuszenia Orawianki do wydania kolejnych członków podziemia została zamordowana zastrzykiem fenolu 14 października 1942 roku. Niemiecki oficer wydający ciało Józefy jej bratu miał wówczas powiedzieć: “Gdybyście mieli w Polsce dziesięć takich kobiet, nas by tu nie było”. Pochowana została na cmentarzu salwatorskim w Krakowie, gdzie później obok siostry spoczęli jej bracia.

Kwatera grobowa rodzeństwa Machayów

Historia męczennicy z Orawy nie jest instrukcją postępowania dla chcących przyjmować komunię duchową, która też nie jest wcale zarezerwowana dla sytuacji ekstremalnych. Jak wyjaśniają ludzie Kościoła zasadniczo polega ona na wzbudzeniu w swoim sercu gorącego pragnienia zjednoczenia z Jezusem w taki sposób, jak wówczas, gdy przyjmujemy Eucharystię.

 

* * *

JÓZEFA MACHAY-MIKOWA
ur. 11 listopada 1897 r. w Jabłonce
córka Andrzeja i Marii Zwolińskiej
zam. Lipnica Wielka
zawód: nauczyciel
zm. 14 października 1942 r.
inne odznaczenia: Krzyż Kawalerski “Polonia Restituta”

Odznaczona Krzyżm Niepodległości w 1937 r.


W r. 1913 zorganizowała Polskie Kółko Samokształceniowe wśród młodzieży na Orawie. W Listopadzie 1918 została obrana członkiem Rady Narodowej na Orawie. Przez cały czas okupacji czeskiej wykonywała i prowadziła agendy Rady Narodowej wskutek czego była codziennie brutalnie napastowana przez żandarmerię czeską. Za niesłychanie odważną pracę polską była czterokrotnie aresztowana.

Józefa Machay-Mikowa w bazie Orawskich Bojowników Niepodległości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *