Czeska okupacja wojskowa na Orawie w 1919 r.

O ile wśród polskiej opinii publicznej istnieje jakakolwiek wiedza o wojnie polsko-czeskiej 1919 r., to o zbrojnej okupacji Orawy i Spisza z tego samego okresu, słyszeli już nieliczni. Tu została ona wprowadzona bez frontalnego ataku, w oparciu o dyplomatyczną intrygę. Tymczasem na obu tych odcinkach południowych kresów odradzającej się Rzeczypospolitej ludność polska doznała szeregu szykan i przemocy posuniętej do przypadków zabójstw – gwałtownych i bardziej masowych przy otwartych działaniach zbrojnych na Śląsku i rozłożonych w czasie pojedynczych napaści na Orawie i Spiszu. W obu tych wypadkach Polacy na ołtarzu ojczyzny złożyli bolesne doświadczenie i wyrzeczenia, które po stu latach nadal czekają na właściwe upamiętnienie.

 

POROZUMIENIE POLSKO-SŁOWACKIE

Jeszcze w październiku 1918 r. Powiatowa Organizacja Narodowa w Nowym Targu, kreśląc strategię działania w sprawie spisko-orawskiej, liczyła na polubowne ułożenie relacji ze Słowackimi partnerami. Faktycznie podstawy temu założeniu dawały sygnały płynące zza południowej granicy. Jak odnotowano w sprawozdaniu PON: „Słowacy zachowują się względem nas neutralnie, a właściwie nawet z życzliwą neutralnością, nie protestują przeciw obsadzeniu polskich miejscowości na Orawie przez Polaków, przyznając, że Polacy, podobnie jak i Słowacy, mają prawo przyłączenia się do swoich państw narodowych”.

Podobne gesty życzliwości od działaczy Polskich odbierali również Słowacy. Odnajdujemy je m.in. w korespondencji między PON w Nowym Targu a Słowacką Radą Narodową w Św. Marcinie.

Optymizm polskich działaczy znalazł aprobatę u słowackich sąsiadów, wyrażoną przez ich przedstawicieli podczas spotkania odbytego 10 listopada w Żubrohławie. – Była to pierwsza konferencja ze Słowakami, gdzieśmy bardzo szybko przyszli do porozumienia. I. Skiczak i ks. I. Grebacz przyznali otwarcie, że lud polski należy się Polsce. Myśmy ich zapewnili, że ani do jednej słowackiej wioski nie wstąpimy po przysięgę ludzi dla Polski, oni też obiecali, że nam nie będą przeszkadzać. Dawni znajomi i przyjaciele, cieszący się upadkiem wspólnego wroga, przyszli łatwo do porozumienia – pisał ks. Machay, który wspominał również kolejne rozmowy z posłem Ignacym Skiczakiem, dotyczące zagadnień gospodarczych, a nawet jego próśb o interwencję zbrojną polskich legionistów przeciw węgierskim żandarmom.

 

TRZECI PARTNER

Pierwszym sygnałem pogarszających się relacji było wystąpienie Milana Radlinskiego podczas dwustronnej konferencji w Dolnym Kubinie dnia 14 listopada 1918 r., w którym tenże zaapelował aby biednemu słowackiemu narodowi nie odbierać kolejnych kilkunastu tysięcy obywateli. Mimo że po kilku dniach na łamach „Nasej Oravy” stanowisko to zostało złagodzone, już w grudniu podczas rewizyty Słowaków w Nowym Targu ks. Ladilav Moys poszedł jeszcze dalej oświadczając, że „górale z Orawy i Magurzanie na Spiżu od dawna należą do gromady słowackiej”. Z czasem im Słowacy mocniej wpadali w objęcia braci Czechów tym więcej oddalali się od porozumienia z Polakami. Ostatecznie bezpośredni dialog został zastąpiony przeniesieniem sporu na forum międzynarodowe i prowadzeniem polityki faktów dokonanych – w czym politycy prascy skutecznie wyprzedzili stronę polską.

Zarówno w dyplomacji, jak i w podejmowanych działaniach bezpośrednich na spornym terenie, politycy czescy całkowicie przejęli rolę przewodnią względem słowackich współpaństwowców. Dość wspomnieć tu o niedopuszczeniu słowackiej reprezentacji do udziału w Konferencji Pokojowej w Paryżu – delegacja, która z polskimi paszportami dyplomatycznymi przybyła do stolicy Francji z ks. Hlinką na czele, została stamtąd przez Czechów odesłana do domu. Natomiast tam gdzie przedłużeniem polityki były działania wojskowe, to właśnie odziały czeskiego wojska obsadzały ziemie na Słowacczyźnie.

W końcu grudnia 1918 r. nastąpiło porozumienie dotyczące tymczasowego rozgraniczenia opartego na aktualnym stanie posiadania obu stron, które stało się – czy raczej miało na to szansę – punktem wyjścia do dalszych rokowań polsko-czechosłowackich. 24 grudnia umowa w sprawie zawieszenia broni i wojskowej linii demarkacyjnej podpisana została w Popradzie. Tydzień później, tj. 31 grudnia, podobne rokowania odbyły się w Chyżnem. Tam stronę polską reprezentowali: ppłk Witold Filmowski, por. Tadeusz Dąbrowski, dr Jan T. Dziedzic oraz przedstawiciele Rady Narodowej w Jabłonce: księża Eugeniusz Sikora i Ferdynand Machay. Ten ostatni tak opisywał przebieg obrad: Czech Kubat, jako zwołujący obrady, zażądał od nas natychmiastowego opróżnienia zajętego przez nas terenu, gdyż ma on rozkaz od płk. Vixa obsadzić całą Słowaczyznę, po starą granicę węgiersko-galicyjską. (…) Przypomniał nam jeszcze, że jego marynarze [sic! – red.] to bardzo bitni chłopcy i nie daj Boże, aby do czego doszło, bo daliby się bardzo we znaki. Powiedział to tonem wcale grzecznym i spokojnym. Odpowiedziano mu również spokojnie, że Polska obsadziła ziemię polską, której obywatele chcą należeć do Polski i wcale nie ma zamiaru oddać tych wiosek. Przeciwnie, żąda opuszczenia polskich wiosek w powiecie namiestowskim, które Czesi nie wiadomo jakiem prawem zajęli.

ZOBACZ TAKŻE: Układ Chyżniański

W wyniku porozumienia, z terytorium opanowanego wcześniej na Orawie przez Polaków, które obejmowało w swym maksymalnym zasięgu 29 miejscowości, pozostało pod polską administracją 15 z nich. Były to wyłącznie wioski powiatu trzciańskiego (wioski obecnie należące do Polski oraz Sucha Góra i Głodówka). Zabrakło miejscowości powiatu namiestowskiego, a odpadły również te, które zajęte były tylko doraźnie ze względów strategicznych. Taki stan rzeczy ksiądz Machay ocenił jako “niebezpieczny precedens”. Wkrótce okazało się jednak, że o wiele bardziej niekorzystne dla Polski było jego niedochowanie przez wiarołomnych partnerów.

Na włączonych do Polski obszarach, wprowadzono tymczasowe struktury administracyjne, w niektórych miejscowościach uruchomiono także szkoły i urzędy pocztowe, a do mieszkańców trafiły znaczne ilości nafty, mąki, soli i cukru.

 

ZŁAMANE POROZUMIENIE

Pomimo zawartych umów, rosnące w siłę jednostki armii czeskiej stale zagrażały polskim posterunkom, posuwając się do zbrojnych prowokacji. Ukoronowaniem owego wiarołomstwa była dyplomatyczna intryga, na skutek której polskie oddziały po 13 stycznia 1919 r. wycofały się ze Spisza i Orawy, gdzie ich miejsce natychmiast zajęły wojsko i administracja czeska. Mistyfikacja polegała na podaniu informacji o rzekomym rozkazie samego głównodowodzącego wojsk Ententy – marszałka Ferdynanda Focha, gdy tymczasem stał za nim wyłącznie szef koalicyjnej misji wojskowej w Budapeszcie – płk. Fernand Vix, działający pod wpływem Czechów.

Gwoli prawdy przyznać należy, że ów podstęp pewnie nie poszedłby tak łatwo gdyby nie słabość polskiej dyplomacji w węgierskiej stolicy, co w następujący sposób opisywał ks. Machay: Pułkownik Vix był przez Czechów przekonany, że nasz ruch powstał w obronie Madziarów, dlatego wystąpił tak energicznie przeciw nam. Czyż to było tak trudnym zadaniem przekonać p. Vixa o wprost przeciwnym stanie rzeczy? Mógłby to uczynić nawet p. Zwisłocki, gdyby jadąc do Budapesztu, choć trochę był pouczył się o naszej niewinnej, ale ostro przeciwmadziarskiej ruchawce niepodległościowej. Że zaś był w tych sprawach zupełnym analfabetą, można nie tylko przypuszczać, ale dość stanowczo twierdzić. Rząd Moraczewskiego zawinił głównie w tem, że wysyłając do Budapesztu (…) delegację na zakup broni, nie miał takiego nosa dyplomatycznego, by wywąchać, że Spisz i Orawa muszą tam być omawiane. Wielka to wina i dowód niedołężności dyplomatycznej.

Ośmieleni sukcesem na odcinku spisko-orawskim jeszcze „odważniej” postąpili Czesi w rejonie Śląska Cieszyńskiego, gdzie dokonali zbrojnego napadu na Polskę. 23 stycznia 1919 roku, na rozkaz premiera Karla Kramářa i prezydenta Tomáša Masaryka, wojska czeskie w liczbie 16 tys. żołnierzy, z pociągiem pancernym i artylerią wkroczyły w granice Polski, łamiąc tym samym umowę cieszyńską z 5 listopada 1918 r. W tym konflikcie oddziały czeskie dopuszczały się szeregu zbrodni na polskich jeńcach wojennych oraz na ludności cywilnej. Tymczasowy układ graniczny, zawarty pod naciskiem Ententy dawał Czechom korzystniejszą pozycję negocjacyjną w dalszym sporze o Śląsk Cieszyński.

Na terenie poddanym zbrojnej okupacji, Czesi przystąpili nie tylko do agitacji ale również do eliminowania propolskich postaw. W tym celu stosowano pogróżki, prowokacje i szykany. Zakazano polskich książek, broszur i czasopism, co egzekwowano poprzez częste rewizje domostw. Na równi zwalczane było również opozycyjne wobec Pragi czasopismo „Slovak”, wydawane przez Słowacką Radę Narodową. Posiadanie nielegalnych druków było przyczyną najść Józefy Machayówny, która nie uniknęła represji w postaci więzienia. Podczas czwartego z kolei osadzenia w areszcie w Trzcianie, młoda Orawianka notowała w swoim dzienniku: Zastanawiałam się nad tem, czego właściwie ja szukam w tej celi, w której już tyle czarnych dusz mieszkało? (…) Rozmyślam nad tem ale sumienie mam spokojne. Gdybym umiała płakać, pewnie bym gorzkie łzy płakała nad losem moim, ale serce twarde jak skała, a głowa dźwiga się do góry i słyszę jakiś głos: cierp! To jest za grzech twoich praojców, za grzech Matki twojej, że ciebie Polką zrodziła i że nią jesteś. Na ten głos uspokajam się i wszystkie cierpienia są mi słodkiemi, bo to za Polskę. Mnie za Polskę cierpieć słodko, a umrzeć lekko! W innym miejscu nadmienia: Wczoraj nie mogłam sobie wytłumaczyć dlaczego jestem między zbrodniarzami (…). Mieszkam przecież w republice czesko-słowackiej i demokratycznej. W republice czesko-słowackiej zażywają tego równouprawnienia szczególnie ci Polacy i Słowacy, którzy się Czechom nie zaprzedali. Ci mają równe prawa ze zbrodniarzami! Wydawca tych zapisków, którym już w 1920 r. był Feliks Gwiżdż, tak odniósł się do ich wartości: Są one tak z serca wyrwanym, tak dziewczęco-szczerym dokumentem walki z najazdem wroga, który usiłował wszystkiemi sposobami i na każdym kroku tępić polskość Orawy i Spisza, że dokument ten należało podać do wiadomości także walczącym i cierpiącym na innych frontach plebiscytowych.

 

OFIARY CZESKIEJ OKUPACJI WOJSKOWEJ

Powszechne było wywieranie presji na miejscowej ludności, by ta opowiedziała się za państwowością czechosłowacką. Szczególnie we znaki dały się liczne przypadki bezpodstawnych rekwizycji, napadów rabunkowych, dewastacji mienia prywatnego i obiektów sakralnych, aktów fizycznej przemocy posuniętej nawet do przypadków śmiertelnych. Wszystkie te przestępstwa i zbrodnie skrupulatnie odnotowywano na łamach „Gazety Podhalańskiej”. Z tej lektury odnotowujemy szczegółowo opisane przypadki:

  • Dewastacje– wielokrotnie niszczenie pól z uprawami, spalenie domu Jana Rzepki z Jabłonki, ostrzelania kapliczki w Jabłonce.
  • Starcia graniczne – w Piekielniku i Harkabuzie
  • Siłowy pobór do wojska – co najmniej w Jabłonce(mężczyźni łapani podczas jarmarku) i Suchej Górze (spośród mężczyzn zwabionych do budynku szkolnego pod pozorem odczytu).
  • Rabunki – zwierzyny i mienia lub pieniędzy od Alojzego Hosaniaka z Podszkla, gospodarza Szymali, Józefy Serwińskiej, Jana Szczerby, Jana Jędrasiaka i Dawida Fudalego z Piekielnika, Jana Pawlaka, Józefa Lichowskiego, Teresy Piegniowej, Józefa Jachowskiego i Jana Sachaya z Jabłonki, Jana Bryi, gospodarza Cyzmana i Jana Sobczaka z Podwilka, Jana Batraja, Jana Karcza i Jana Fronczystego z Suchej Góry, Bernarda Herzmana z Głodówki, zajęcie domu rodzinnego księży Sikorów, kradzież 20 tys. koron z Banku Ludowego w Jabłonce, fortepianu od Jana Sikory.
  • Aresztowania – ks. Eugeniusza Sikory, Ks. Karola Machaya, ks. wikarego Danka, ks. Hryca, ks. Maślaka, ks. Barnusiaka, Józefy Machayówny, Karola Pilarczyka, córki kupca Fiszera z Lipnicy Wielkiej, Karola Koziany z żoną i teściową, żony Józefa Zgamy Jana Piekarczyka z synem z Jabłonki, Gizeli Kocianowej, Stefana Olejaka z córką Pauliną, Ignacego Siarki i Serafina Sarniaka z Podsarnia, b. wójta Dziubka i Ignacego Stafira z Piekielnika, Jana Karcza z Suchej Góry, Józefa Subisiaka z Nowoci, chłopca Ludwika Tylki z Czarnego Dunajca, Macieja Janiaka i Macieja Horniaka z Chyżnego, Alojzego Hosaniaka z Podszkla, Ignacego Pawlaka z Zubrzycy Dolnej, Ignacego Bandyka z Rabczyc.
  • Uszkodzenia ciała – pobity Antoni Bielak z Harkabuza, pobici Cyryl Szarek z żoną z Podsarnia, pobita matka Andrzeja Długopolskiego, pobita Agnieszka Długopolska i skatowana do nieprzytomności Maria Tylczak, pobici przy spisie ludności Maria Florek i Ignacy Gurzanko, postrzelony Jan Komperda, ukłuta bagnetem Teresa Gęś-Bablak z Piekielnika, postrzelona Joanna Czerwień w Chyżnem, zraniony gospodarz z Podwilka.
  • Zabójstwa-  zakłucie bagnetem gospodarza Wielkiewicza i Ferdynanda Moszery z Podwilka, zabity Józef Polusz z Jabłonki, ukłuta bagnetem przy rekwizycji bydła niepełnosprawna Teresa Kotlarz, zabita w czasie przesłuchania Maria Sarkowa, zastrzelony Ignacy Krupa oraz zabici kobieta i inny dwóch innych gospodarzy z Piekielnika.

Ograniczona, czy raczej praktycznie zabroniona została możliwość przekraczania granicy z Polską, łącznie z prowadzeniem z Polakami stosunków handlowych, karanych aresztem – na co można było się narazić już przez samą bytność np. w Czarnym Dunajcu. Uciążliwością dla Orawian stały się obowiązki bezpłatnych podwód, dostarczania drzewa, czy robocizn. Nieuczciwe odpłaty i kwity bez pokrycia za rekwirowane mienie. Miejscową ludność oszukiwano podczas procesu stęplowania pieniędzy. Wzbraniający się przed tym Ferdynand Moszera z Podwilka został zabity. Łagodniejszego wymiaru kary za podobny opór doznał Antoni Bielak z Harkabuza – ze skrępowanymi w tył rękoma bity do krwi. W Piekielniku Maria Sarkowa została pobita, a ostatecznie śmiertelnie ukłuta bagnetem za niepodanie informacji o miejscu pobytu poszukiwanego męża Jana. Za ukrywanie się pobity i zastrzelony został inny mieszkaniec tej wsi – Ignacy Krupa. Ci ostatni za swoją działalność i ofiarę życia zostali w 1937 r. odznaczeni pośmiertnie Krzyżami Niepodległości.

Polska ulotka propagandowa z lat 20-tych piętnująca czeskie zbrodnie wojenne na Zaolziu

Represje w stosunku do ludności cywilnej na obszarach zajętych przez wojsko czeskie podnoszone były nawet przed sejmem. Jeszcze przed czeską agresją na Śląsku Cieszyńskim poseł Stanisław Osiecki stawiał przed zgromadzeniem ustawodawczym interpelację w sprawie wycofania wojsk polskich, a w lipcu posłowie Józef Bednarczyk i Wojciech Roj-Gąsienica alarmowali Ministra Spraw Zagranicznych w sprawie “gwałtów czeskich i aresztowań ludności polskiej na Orawie i Spiszu”. Aktywność w tej materii przedstawiali szczególnie właśnie ludowcy, także w kilkukrotnych debatach parlamentarnych.

 

OPÓR WOBEC OBCEJ WŁADZY

Miejscową ludność oburzały nie tylko brutalność i zbrodnie, ale na domiar tego pogarda dla norm uważanych za nienaruszalne – kopanie położonego trupem gospodarza Wielkiewicza z Podwilka, nie wspominając już o lżeniu katolickich praktyk religijnych czy strzelaniu do przydrożnych figur, którymi szczyci się Orawa.

Orawianie odpłacali się nowej władzy, bojkotowaniem czeskich wieców lub ich lżeniem, dywersją podczas spisów ludności (zrywanie numerów domów lub ucieczki do lasu), ucieczkami  na Podhale, niszczeniem linii łączności, łamaniem zakazu handlu z Polakami zza granicy (co często było jedyną szansą na godny zarobek, wobec niskich kwot uiszczanych za pobierane przez Czechów kontyngenty). Odnotowane przypadki współpracy z czeskimi żołnierzami lub administracją były piętnowane. Korespondent Gazety Podhalańskiej  potępiał ślub jednej dziewczyny z czeskim żołnierzem, zaś wójt w Nowoci przestrzegał już za samo spotykanie się niektórych dziewcząt w tymi wojakami, za co był oczywiście prześladowany.

Z brutalnością wojska czeskiego zbrojną walkę podejmowali żołnierze stacjonującej na Podhalu Kompanii Spisko-Orawskiej, zasilanej przez uciekinierów z Orawy i Spisza. Działaniami zaczepno-obronnymi starali się terroryzować okupantów. Szczególnie skuteczne okazały się ataki na czeskie posterunki, czy akcja uprowadzenia koni, która zmusiła Czechów do wycofania oddziału kawaleryjskiego.

Panowanie czeskich wojsk na Orawie, zakończyć miała demilitaryzacja obszaru przeznaczonego pod głosowanie plebiscytowe, zarządzone we wrześniu 1919 r. (z terminem ciągle przesuwanym). Wówczas szereg wojskowych przeniesionych do rezerwy zaszył się w administracji cywilnej i wśród miejscowej ludności.

 

HISTORYCZNE KONSEKWENCJE

Ostatecznie głosowanie na terenach będących przedmiotem sporu między Polską a Czechosłowacją się nie odbyło. W czasie zagrożenia bolszewickiego, Polska została zmuszona do wyrażenia zgody na arbitralne rozstrzygnięcie sporu, którego wynik w Polsce przyjęto z poczuciem krzywdy. Decyzja Rady Ambasadorów wytyczyła linię graniczną podobną do ustaleń układu z Chyżnego, acz zawierającą oddanie części Lipnicy Wielkiej Czechosłowacji. W 1924 r. ów fragment został złączony z wsią Polską za cenę oddania Suchej Góry i Głodówki.

Działania polityków praskich z lat 1918-1920 rzuciły Czechosłowację w konflikt z Polską, który ze zmiennym nasileniem trwał przez cały okres międzywojenny. W 1938 r. Polska zrewanżowała się Czechom za ich posunięcie z 1920 r. Niestety Słowacja, która w tym samym czasie osiągnęła samodzielny byt państwowy zdecydowała się na przejęcie czechosłowackiej spuścizny sporu z Polską, czego najtragiczniejszym wyrazem stał się udział w agresji na Polskę 1 września 1939 r., choć istniała alternatywa w postaci recepcji stosunków dwustronnych panujących do połowy listopada 1918 r. i wsparcia jakie Słowacy otrzymywali od Polaków w dążeniach do samostanowienia o sobie w okresie międzywojennym – niewykorzystanie tej szansy można jednak zaliczyć również na konto strony Polskiej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *