Co z tą granicą? Lipnica Wielka 1920-1924

Najbardziej znany fakt podzielenia granicą państwową Cieszyna, a w mniejszym stopniu także Jurgowa na Spiszu, był po 1920 r. również udziałem Orawy. Absurdalna decyzja przysporzyła problemów mieszkańcom Lipnicy Wielkiej, którzy dopiero w 1924 r. mogli w całości zameldować się w niepodległej Polsce.

Po tym jak Orawianie w listopadzie 1918 r. zgłosili się do Polski, proces zjednoczenia z rodakami “od Krakowa i Kalwarii” został przerwany już w styczniu 1919 r. poprzez ustąpienie spod Babiej Góry polskich żołnierzy, na miejscu których zjawili się Czesi. Potem granica na tym terenie miała być wytyczona wolą górali w plebiscycie narodowościowym. Jednak w obliczu bolszewickiego najazdu latem 1920 r. stronę polską zmuszono do rezygnacji z głosowania i oddania losu Orawy i Spisza pod międzynarodowy arbitraż. Jego wynik przysporzył częściową satysfakcję ze zdobycia przynajmniej skrawków tych regionów, ale i poczucie krzywdy z powodu ziem i ludności pozostałej za południową granicą, której przebieg szczególnie krzywdzący okazał się dla Lipnicy Wielkiej.

W toku starań o naprawienie absurdalnego rozgraniczenia powstała seria artykułów, w których lider orawskich Bojowników Niepodległości naświetlał w polskiej prasie wszystkie trudności jakich doświadczali mieszkańcy „pokrajanej” wioski.

Po trzech miesiącach od wytyczenia granicy między Polską a Czechosłowacją, ks. Ferdynand Machay wystąpił w „Gazecie Podhalańskiej” z tekstem pt. Krzywda Lipnicy  Wielkiej, w którym pisał:

Cały przewrót światowy, wszelkie boleści tej ogromnej odbudowy świata może najlepiej odczuwa Lipnica Wielka na Orawie. Wyrok Rady ambasadorów z 28-go lipca b.r. podzielił tę wioskę nie wiadomo z jakich przyczyn na dwie części. Wygląda to zwiększa następująco: 2/3 ludzi przypadło Polsce, 1/3 obywateli zaś Czechom. Podział gruntów jest wręcz odwrotny, albowiem 2/3 ziem przyznano Czechom, 1/3 Polsce: lasy gminne i dworskie stały się własnością Czechów. Gmina jest więc w rozpaczliwem położeniu. Ludzie tylko z wielkim trudem zdołali zebrać swoje ziemiopłody z powodu przeszkód legitymacyjnych. Nie jeden gospodarz musiał odwozić do Bobrowa swój własny chleb tylko dlatego, jeżeli się któremuś strażnikowi zdawało, że nie taka tylko „inna” legitymacja potrzebna. To samo się dzieje dzisiaj z drzewem.

 

Podkreślił, interwencję podjętą przez mieszkańców pokrzywdzonej wioski:

Jeszcze 4-go sierpnia wręczyli odchodzącej Komisji międzyalianckiej memoriał z podpisami całej gminy w której prosili, aby w Paryżu wyrządzoną im krzywdę naprawili i całą Lipnicę przydzielili do Polski. Prośbę tą podpisali nawet nieliczni we wiosce czechofile. Delegat włoski hr. Tornielli, na którego ręce złożono memoriał w Jabłonce, oświadczył w ten sam dzień przed tysiączną deputacją lipnicką, że Komisja która granice będzie robić, przybędzie na miejsce najpóźniej za 3 tygodnie i Lipnica przestanie być potarganą. Lipniczanie się uspokoili. Ale już dwa miesiące upłynęły, a granic nikt nie naprawia. W obawie że odjeżdżająca Komisja aliancka wręczonego memoriału na własne miejsce może nie odda, Lipniczanie wygotowali drugi memoriał, również z podpisami całej potarganej gminy. Memoriał ten czeka cierpliwie na przybycie komisji granicznej.

 

Stronie czeskiej zarzucał dążenia do usankcjonowania podziału wsi:

Przyjechał więc zaraz w sierpniu żupan orawski do „czeskiej” Lipnicy, przywiózł ze sobą pieczęć dla gminy i zamianował nowego wójta, który się temu kategorycznie sprzeciwił, zaznaczając z naciskiem, że według zawiadomienia Komisji alianckiej podział gminy nie jest ostateczny i będzie naprawiony na korzyść Polski. Czesi usiłują gwałtownie Lipnicę na swoją stronę przerobić, agitacja w tem kierunku jest olbrzymia, dotąd jednak nie zdołali złamać Lipnicy, cała gmina stoi nadal twardo przy Polsce.

 

Zwracał uwagę na determinację mieszkańców dążących do normalizacji życia:

19 października była w Lipnicy „gromada” i zarazem Rada gminna miała posiedzenie. Zajmowano się – rozumie się głównie sprawą granicy. Ponieważ dom, w którym urząd gminny umieszczony leży w Polsce, obrady się więc u nas odbywały. Słownym punktem obrad było jednomyślne odrzucenie wyboru wójta do czeskiej Lipnicy. Odrzucono ten wniosek czeski wspaniałą stanowczością. „Jest jedna Lipnica Wielka na Orawie, może więc mieć tylko jednego wójta”.

Po swojemu się czuje Lipnica jedynie w niedzielę. Wtedy bowiem mogą pójść do kościoła bez przepustki, co w inne dni nie możliwe. Są w Lipnicy najrozmaitsze ciekawe i śmieszne zdarzenia dzięki pokrajaniu, o czem napisze drugi raz.

Kończę tych kilka uwag, zaznaczam bardzo silnie że Lipnica Wielka w swoim tragizmie za jej bohaterskie stanowisko zasługuje na wielkie uznanie sfer miarodajnych. Nic by nie zaszkodziło, gdyby się jej losem lepiej interesowano.

Odwzorowanie przebiegu granicy państwowej między Czechosłowacją a Polską w latach 1920-1924 na tle współczesnego obszaru gminy Lipnica Wielka z zaznaczeniem położenia niektórych obiektów publicznych. W centrum wsi granica biegła potokiem Kiczorka, aż do mostu w Skoczykach, następnie główną drogą do roli Niemcowej, którą dzieliła poprzez drogę w kierunku Krzywania.

Do problemów Lipnicy Wielkiej ks. Machay wracał miesiąc później na łamach „Głosu Narodu”. W artykule przygotowanym podczas pobytu w parafii swojego brata zaznaczał, że podział nie daje się niczym usprawiedliwić:

Nowa granica nie idzie rzeką, jak w Cieszynie, ani górami, ani też linią własności ziemskiej. Dwie trzecie ludności otrzymała Polska, jedną trzecią Czechy; ziemi jedną trzecią Polska, dwie trzecie Czechy, lasy zaś wszystkie przypadły Czechom. I dziwna naprawdę rzecz, że w tak wykrajanych granicach leżą wszystkie lasy hr. Paffy’ego (państwo orawskie), dla nas z tego samego „państwa” pozostały tylko wycięte poręby.

 

Dalej zwracał uwagę na położenie w tej sytuacji mieszkańców wioski:

Przy dzisiejszej granicy trudno znaleźć w Lipnicy gazdę, który miałby swoje zagony i łąki w jednem państwie, ogromna większość ma swoje posiadłości i w Polsce i w Czechach. Dużo kłopotu z tego powodu. Bez przepustki nie można było ani jednego ziemniaka, zwieść, ani własnego drzewa z własnego lasu. Tak to ma trwać do ostatecznego uporządkowania granic przez komisję delimitacyjną, pracującą obecnie w Cieszyńskiem. W nadziei, że tej tragikomedii raz przecie będzie koniec, ludzie cierpliwie znoszą to „przepustkowe” życie. Wybitniejsi zwolennicy Polski bywają przez Czechów często szykanowani.

 

Przedstawił sytuacje, która kilka dni wcześniej wywołała poważne niepokoje:

Dnia 18 listopada było niespodziewanie ciepło. Gazda Jan Simala wyszedł z pługiem, aby zaorać kilka zagonów. Mieszka w Polsce, zagony jego zaś leżą w Czechach. Ledwie zdołał wyrznąć jedną skibę, zjawiło się dwóch czeskich legionarzy bardzo wojowniczych, bo gotowych „na bagnety”.

            – Odkud ste – zapytali się szorstko

            – Z Wielkiej Lipnicy – brzmiała odpowiedź Simali.

            – Z nasi? – pytali dalej.

            – Nie, z nasej – polskiej,

            – Co pak tady hledate, to je nasa zema.

I zakazali mu dalej orać.

Darmo im Simala tłumaczył, że to jego ziemia, że ma przepustkę, że coby nawet dzisiejsze granice zostały, to te zagony przecież jego własnością będą i zawsze je będzie orał itd., nic nie pomogło. Usiedli na pług, powtarzając ciągle: „To je nasze”.  Simala, widząc zacięty upór u „bohaterów” czeskich, zrezygnował z dalszej pracy.

            – Mozobyście mi panockowie pedzieli wase nazwiska, co byk wiedzioł kogo mo Polska poucyć o poszanowaniu ludzi i prawa – zaczął się pytać Simala, lecz nie dokończył, taki grad przekleństw sypali bracia legionarze na Polskę i wszystkich jej obywateli. (…)

Dzieje pługa Simali zastraszają Lipnicę poważnie. Ludność z prawdziwą zgrozą czeka wiosny, legionarze bowiem nieustannie zapowiadają, że Polakom nie pozwolą ani siać, ani orać.

 

Zastanawiał się też nad przyczyną zajść:

Ma się wrażenie, że administracja czeska jest albo bezsilna wobec swawoli żołdactwa, albo też dzieje się to za wiedzą czeskich sfer rządowych. Ponieśli już Lipniczanie w drzewie, w ziemniakach, zbożu i pieniądzach wielkie szkody z powodu tego samego „To je nasze”. Dzięki zabiegom naszych urzędów, Czesi musieli już kilka razy płacić za te bezprzykładne rabunki.

 

Kończąc ponownie apelował o pomoc dla mieszkańców podbabiogórskiej wioski:

Podajemy to na pozór drobne, ale znamienne zajście do wiadomości społeczeństwa i rządu, prosząc o jakąś opiekę. W kilku podobnych wypadkach czynniki miarodajne kazały nam załatwić sprawę ugodowo na miejscu! Równa się to naszej przegranej, a legionarze robią dalej swoje. Trzy miesiące czekamy na obiecaną komisję, która by w takich wypadkach miała prawo zrobienia porządku, no nie można się tego zbawcy doczekać!

Reprodukcja francuskiej mapy przedstawiającej przebieg granicy w Lipnicy Wielkiej w 1920 r. Plansza wystawowa sprzed wielkolipnickiego Domu Ludowego.
Reprodukcja francuskiej mapy przedstawiającej przebieg granicy w Lipnicy Wielkiej w 1920 r. Plansza wystawowa sprzed wielkolipnickiego Domu Ludowego.

W kolejnych dwóch, grudniowych artykułach w „Głosie Narodu” rozwijał poruszone zagadnienie ustalenia granicy w kontekście gospodarki historycznego orawskiego majątku ziemskiego.

– Cóż to za państwo? – zapyta czytelnik. Zaraz wyjaśnimy: Hr. Palfy et consortes posiadają na Orawie kilkadziesiąt tysięcy morgów wspaniałego lasu. Własność ta nazywa się według prawa węgierskiego „kuryalnym komposesoryatem”, lud zaś majątek ten ochrzcił nazwą „państwa orawskiego”, która się później i urzędowo przyjęła. Z tych lasów dostało się Polsce zaledwie 2,424,7 morgów. Zarząd główny „państwa orawskiego” znajduje się w Zamkach Orawskich, przymusowym zarządcą zaś nadesłany przez rząd praski Czech, Ernest Stuchly. Znamienna rzecz, że zarząd wcale nie myśli o urządzeniu jakiegoś biura leśniczego w Polsce, administracja lasów w polskiej Orawie odbywa się zupełnie tak, jak przed przyłączeniem do Polski. Lasy te znajdują się w obrębie następujących gmin: w rewirze Witanowa: Sucha Góra, Głodówka i Chyżne; w rewirze Półgóra: Lipnica Wielka i Mała, Zubrzyca Górna i Podwilk. Nawet „rewirów” w Czechach urzędują i miejscowi gajowi tam po wskazówki chodzą. Najlepiej objaśnią te absurdalne stosunki przykłady. W jednej z powyższych gmin gazdowie nazwozili sobie sporo drzewa z pańskiego lasu, myśląc swoim krótkowidzącym rozumem, że w takim stanie „ex-lex” można brać, co się da. Ale cóż, kiedy gajowi pospisywali każdą zabraną gałązkę. Z temi notatkami poszli wójt i gajowy do Urzędu leśniczego (w Czechach), gdzie inżynier wyznaczył pieniężne kary za nie prawnie pobrane drzewo.

Czyby ten akt urzędowania po czterech miesiącach naszego bytu w Polsce nie powinien odbyć się w Polsce? Gajowi, nie mając na miejscy przełożonych, pełnią swój obowiązek według najlepszych chęci. Rozumie się, że zarządowi czeskiemu w Zamkach Orawskich taka administracya bardzo jest na rękę.

 

Wątek ten podnosił również w kontekście „sporu po dziennikach o dwie uchwały Rady Ambasadorów”.

Z książki Dillona o Konferencji pokojowej dowiadujemy się, jaką rolę odgrywali przy rozstrzyganiu spraw granicznych kapitaliści. Jakżeż bowiem wyglądają nasze granice na Spiszu i Orawie? Upiór kapitalizmu zawiał doprawdy nań skrawkami Spisza i Orawy. Granice wykreślono nie linią majątków gminnych, nie etnograficznie, nie górami, nie rzekami, ani nie potokami, lecz linią interesów ks. Hohenlohego na Spiszu i „państwa orawskiego” na Orawie. W ten sposób tylko stać się mogło, że Jurgów na Spiszu odcięty został od swoich lasów i pastwisk, a Lipnica Wielka na Orawie jest pokrajna tak, to wszystko co lepsze, mają Czesi, nam zaś pozostawili dwie trzecie gminy bez ziemi, drzewa i siana. Są tu już zresztą rzeczy znane. Dzięki tej kapitalistycznej granicy istnieją niemożliwe stosunki komunikacyjne, zwłaszcza na Spiszu, gdzie wioski Łapszanka i Kacwin nie mają wyjścia do świata.

 

Zwracał również uwagę na aspekt konsekwencji jakie opisywane warunki niosły dla miejscowych parafii.

W protokole spisanym 2 września b.r. na Zamkach Orawskich przy urzędowym oddawaniu przypadłej nam części Zarząd „państwa orawskiego” przypomina bardzo uroczyście, że ma prawo patronatu w trzech przyznanych Polsce parafiach: w Lipnicy Wielkiej, Orawce i w Podwilku. Warto się dowiedzieć, jak wykonuje „państwo” swoje zobowiązania patronackie.

Proboszcz w pokrajanej między Polsce i Czechy Lipnicy otrzymuje od „państwa” co roku 24 sągów miękkiego i 6 sągów twardego drzewa na opał dla siebie i dwóch wikarych. Drzewo to jednak zwożą z Babiej Góry parafianie. Ponieważ prawie połowa parafian i lasy leżą w Czechach, legionarze czescy, żandarmeria i straż skarbowa oświadczyli, że drzewa nie przepuszczą, ponieważ ksiądz jest Polakiem. Proboszcz napisał zaraz do Zarządu o tem bezprawiu, lecz już trzeci miesiąc upływa, a drzewa jak niema, tak niema.

Do tego samego proboszcza w Lipnicy Wielkiej przysłał p. Stuchly, drogą urzędową, bo przez rewirowego w Półgórze, nader ciekawe pismo z dnia 11 listopada L. 454/1920. Troskliwy patron pyta się w tem piśmie, ile pożyczek węgierskich kupił Kościół, czy one były ostemplowane, jaką gotówką rozporządza Kościół dziś i czy już z „dobrej woli” nabył IV państwową pożyczkę czeską? Jest podany i sposób, jak to ma zrobić: aby zrealizować węgierskie pożyczki musi kościół na każde 100 kor. austro-węgierskich wpłacić 75 kor. czeskich.

 

Podkreślał również stanowczo, zdradzając rosnące zniecierpliwienie zagadnieniem oczekującym rozwiązania:

W sprawach kościelnych mamy wielką troskę. Należymy ciągle do biskupstwa spiskiego, obsadzonego przez ludzi nam wrogich. Nowo mianowany biskup bp Ján Vojtassák – którego nazwisko sam Machay zapisuje jako: Wojtaszak – rodem góral z Orawy, jeszcze nie dał się poznać. Wypiera się jednak swego polskiego pochodzenia, co jest dla nas nie bardzo pocieszającem. Ministerstwo Spraw Zagranicznch powinno było już postarać się o wcielenie tych 19 parafii do diecezji krakowskiej. Niedołęstwo p. Kowalskiego i naszego posła przy Watykanie i niezdecydowana postać nuncjusza Rattiego, wychodzą i w tej sprawie w całej pełni na jaw, a jest to jednak sprawa może najpilniejsza.

 

Przy tej okazji podał też kilka innych informacji dotyczących bieżących warunków życia w regionie:

W kilka tygodni po obsadzeniu „granic” („risum tencatis”), przybył delegat p. Gałecki z paru referentami do Nowego Targu, celem ustalenia administracji. Postąpiono z wielką względnością. Bo jakże wielki aparat administracyjny można stworzyć dla niecałych 80 tys. ludzi. Kierowano się jednak tam przekonaniem całego polskiego narodu, że rozstrzygnięcie sporu polsko-czeskiego nie jest ostateczne. Stworzono więc tzw. Starostwo Spisko-Orawskie z siedzibą w Nowym Targu. Aby zaś lud miał z przyłączenia do Polski wygodę i nie musiał dalszej drogi do Nowego Targu odbywać, utworzono dwie ekspozytury: jedną w Niżnych Łapszach dla Spisza, drugą zaś w Jabłonce dla Orawy. Pozostawiono na razie ustrój węgierski. Dopiero, kiedy w całej Polsce zapanuje jeden ustrój administracyjny, porzuci się zabytki niewoli madziarskiej i czeskiej. Starostą mianowano ojca ruchu spisko-orawskiego, szanowanego i lubianego Dra Bednarskiego z Nowego Targu. Ekspozytami i sekretarzami gminnymi są ludzie miejscowi. Pan delegat ściśle trzymał się zasady, aby na Spiszu i Orawie rządzili „swoi”. Policja Państwowa jest już wszędzie. Z uznaniem należy podnieść, że to ważne posterunki były od początku i liczebnie i wartościowo (wyjątek stanowi jedynie Podwilk) dobrze obsadzone. Nie lękali się nawet oświatowej pracy. (…)

Wielką krzywdę wyrządził nam skarb, że czeskie korony nie zostały zaraz wymienione. Ludzie żyjący z pieniądza (urzędnicy, nauczycielstwo i policja) muszą nieraz dopłacać do życia i to zależnie od kursu marki. Ludzie bowiem, dzięki chwiejności walutowej naszej marki, niechętnie lub wcale nie biorą jej, a żądają tylko czeskich koron. Po wymianie pieniędzy byłoby to niemożliwem. Jest jeszcze i jeden smutny objaw w tej sprawie, że niesumienni kupcy prowadzą jawny handel pieniędzmi i psują kurs naszej marki.

Sądownictwo nas prawie zupełnie zawiodło. Było obiecane, że w Jabłonce i Łapszach odbywać się będą dwutygodniowo „roki” sądowe. Jeszcze ich niema. Wymówka brakiem lokalu jeszcze lepiej charakteryzuje wielką niechęć pewnych czynników w Krakowie do spraw Spisza-Orawy. Ludzie tutejsi dużo na tem cierpią i… wygadują. Prosimy o rychłą naprawę tj. bezzwłoczne zaprowadzenie „roków”.

Jeszcze kilka słów o szkolnictwie. Nauczycieli pozostało zaledwie kilku. Wcaleśmy tego nie żałowali. Przyszli Polacy, a tak byśmy się było musieli krępować ich nieznajomością języka polskiego i cierpieć naukę słowacką. Rada szkolna postępuje z nami ponad wszelakie pochwały. Tu naprawdę jest wielkie zrozumienie sprawy Kresów południowych. Mamy naszego inspektora prof. Habera ze Spisza. Zgłosiły się do nas siły naprawdę ideowe, gotowe do poświęcenia, do czego – dzięki walucie – mają dosyć sposobności. Nauka w toku we wszystkich wioskach. Teraz dopiero buduje się przez szkołę prawdziwa Polska.

Przejście graniczne polsko-czechosłowackie w Lipnicy Wielkiej, lata 30. XX w. Fot. NAC

W lutym o „pokrajanej wsi” na Orawie przypominał na łamach pisma „Rzeczpospolita”:

Mamy i na Orawie drugi Cieszyn pokrajany, jest to wieś Lipnica Wielka, leżąca u popołudniowych stóp Babiej Góry, licząca ponad 3000 dusz i mająca w całości przy Polsce wspaniałe widoki rozwoju, jako miejsce klimatyczne. Rada Ambasadorów pokrajała tę wieś w następujący sposób: Jakieś 5 km pociągnięto granicę czesko-polską potokiem Lipniczanką, idącym przez wieś – długą aż 13 km, po czem przez nagłe zboczenie na prawo poprowadzono granicę dalej pagórkami, leżącemi w środku ziemi ornej i pastwisk całej gminy. W ten sposób wieś została przecięta, jej życie gospodarcze zostało prawnie uniemożliwione.

Przypomina szereg podnoszonych już wcześniej faktów o niedogodnościach, jakie spotykają mieszkańców, którzy „podczas żniw i w jesieni gazdowie zamiast kosić, wozić, kopać i orać, musieli całemi dniami łazić za przepustkami, aby się móc na swoje zagrody dostać” i wylicza:

Kościół i urząd gminny leży w Polsce, z 5 szkół ludowych zaś 2 w Polsce, a 3 w Czechach. My mamy według dzisiejszego rozgraniczenia dwie trzecie ludności i jedną trzecią majątku gminnego, Czesi na odwrót. Można sobie wyobrazić, jak wygląda to przepustowe życie Lipniczan. Nie ma dnia bez aresztowania lub jakiegoś zajścia albo bez przestępstwa przekroczenia granicy bez legitymacji. Tylko ksiądz i lekarz mogą chodzić bez przepustki.

 

Przypominał o spodziewanym po raz kolejny rozstrzygnięciu problemów:

W pierwszych dniach marca ma Komisja delimitacyjna powziąć decyzje co do ostatecznych granic na Spiszu i Orawie. Warto i trzeba więc podać do ogólnej wiadomości, jakie kroki Lipnica Wielka dotąd poczyniła w obronie swojej całości i polskości. (…) Od czasu, jak się zjawiła w dziennikach notatka, że z początkiem marca zapadnie ostatnie słowo w sprawie granic, żyjemy tu, jak na wulkanie. Nerwowość, niepokój i niecierpliwość przechodzi granice. Słyszy się bezustannie takie pytania: Czy nas też przyłączą do tej Polski? Aby tylko tej chwili dożyć! Panowie z Ministerstwa Spraw Zagranicznych i z Komisji Delimitacyjnej – czy słyszycie?

I opisał zdarzenia jakie w pierwszych dniach sierpnia 1920 r. miały poprzedzić protest zawarty w memoriale Lipniczan do Komisji alianckiej:

Po ogłoszeniu decyzji Rady Ambasadorów załoga francuska na Orawie otrzymała rozkaz od Komisji, aby w towarzystwie jednego polskiego i jednego czeskiego oficera komendant tej załogi, kap. Doreau powbijał chorągiewki na tymczasowej granicy. Ci chorągiewkarze przybyli do Lipnicy Wielkiej 2 sierpnia. Nie wbili jednak ani jednej chorągiewki. Zgromadziła się bowiem cała gmina, nie tylko gazdowie, ale i kobiety oraz dzieci i oświadczyli kap. Doreau bardzo stanowczo, że podziału swej gminy nie mogą uznać i jeżeliby się kto odważył projektowane granice oznaczać spotka się z oporem całej gminy. Oświadczenie się tłumu za Polską było tak gwałtowne, że kap. Doreau sam gratulował p. Józefie Machayowej; major czeski zaś, widząc całą grozę ludu skierowaną przeciw sobie, zwrócił się błagalnym głosem do tejże: „Scecinka, prosim Vas, udelajte porządek”. Kap. Doreau odszedł bez wytknięcia granic. Gmina po odniesionem zwycięstwie zaczęła ufać, że się jej uda odwrócić wielkie nieszczęście. (…) Przy tem pamiętnem urzędowaniu Komisji pod gołem niebem był obecny również delegat rządu czeskiego dr Slawik, który widząc ogromną nienawiść Lipniczan do Czechów i gorącą tęsknotę do Polski, zaproponował tam na miejscu polskiemu delegatowi wymianę Lipnicy Wielkiej za pewną wioskę na Orawie.

 

Przypomniał nastroje jakie zapanowały w Lipnicy:

Ludzie byli gotowi nawet do walki pójść z Czechami, jeżeli przyjdą. Długo ich musiałem przekonywać, aby tego głupstwa nie robili. Nie wszyscy mnie jednak usłuchali, czego najlepszym dowodem jest gazda J. Herhoń, który jeszcze dziś siedzi na kozie za organizowanie zbrojnego napadu z widłami i siekierami na wkraczających Czechów.

Po wkroczeniu wojska czeskiego na czwarty dzień zjawił się w czeskiej części Lipnicy żupan orawski, który zmianował wójtem czeskim zastępcę wójta całej gminy. Zastępca tylko pod groźbami starosty zgodził się na przyjęcie oddanej mu czeskiej pieczęci gminnej. W dziejach Lipnicy wielkim dniem pozostanie 1 listopada 1920. Wtedy się zjawił ponownie w okrajanej Lipnicy starosta z Namiestowa, aby przeprowadzić wybory do rady gminnej. Idea polskości odniosła w obecności czeskiego urzędnika świetne zwycięstwo. Oświadczono staroście:

Myśmy się wszyscy podpisali na prośbę, aby nas do Polski wcielono.  Pracujemy wszelkiemi środkami przeciw podziałowi gminy, nie możemy więc dopuścić do jakichś wyborów w jednej części wsi, mając Radę całej gminy, bo byśmy tym aktem uznali pokrajanie naszego żywego organizmu.

Starosta odszedł bez wszelkich wyników. Gmina się do dziś dnia rządzi, tym wójtem i radą, jaka była w czasie rozstrzygnięcia sporu polsko-czeskiego. Wójt mieszka w Polsce, zastępca w Czechach, radni zaś przepołowieni. Dom gminny, gdzie się odbywają narady i gromady należy do Polski.

W obawie, czy prośba wręczona hr. Tornielliemu dojdzie do właściwych rąk, Lipniczanie wygotowali drugą prośbę z podpisami całej gminy, która będzie wręczona Komisji delimitacyjnej przed rozpoczęciem obrad nad rozgraniczeniem.

 

Działania celem zjednoczenia w Polsce podejmowane były nie tylko względem czynników międzynarodowych, ale starano się również o wywierać presję na własnych politykach:

Z końcem listopada Lipnica wydała odezwę do Rządu polskiego i społeczeństwa ogłoszoną w „Gazecie Podhalańskiej”, w której występuje bardzo ostry sprzeciw obojętności naszych władz w sprawie szykan i cierpień, jakie gmina ponosi z powodu owego rozgraniczenia.

Odezwa mieszkańców Lipnicy Wielkiej na łamach „Gazety Podhalańskiej” z 5 grudnia 1920 r.

Ks. Machay przywołał również przykład oporu, jaki stawiali Lipniczanie po stronie czeskiej:

Świeże procesy odezwały się znowu ostatnio przy próbie spisu ludności, zarządzonym przez rząd czeski. Dnia 17 b.m. dwaj urzędnicy czescy, chodzący do domu spotykali się prawie wszędzie z oświadczeniem:

– Poczekajcie, aż granice zrobią, to wam powiemy, co my za jedni.

Ogromna większość przy pytaniu, jakiej jest narodowości, odpowiadała: „Lipnickiej”. Urzędnicy omal nie poszaleli ze złości, tak ich ta nowa narodowość zgniewała.

Twardy ten nasz lud bardzo. Widać to i z tych drobiazgów, świadczącym o wielkiem umiłowaniu swej Lipnicy i swojej góralszczyzny.

 

Zgodnie z oczekiwaniami wyrażonymi przez ks. Machaya w marcu 1921 r. pojawił się projekt korekty granicy. Realizacja porozumienia osiągniętego w kwestii Orawy i Śląska Cieszyńskiego odsuwała się za sprawą sporu toczącego się o Jaworzynę Spiską. W efekcie dopiero w 1924 r. Lipnica Wielka została scalona przy Polsce, jednak za wysoką cenę oddania Czechosłowacji Głodówki i Suchej Góry, w których również mieszkała ludność pochodzenia polskiego. Jak wskazuje prof. Jerzy Roszkowski fakt ten, podobnie jak plany oddania Czechosłowacji Kacwina i Niedzicy na Spiszu budził szczególnie ostre protesty Związku Podhalan, który w odezwie z 20 kwietnia 1922 r. wzywał do odstąpienia od tych kroków, uważając, że nie można oddawać „własnych braci na pastwę wroga” oraz, że należy „bronić każdego obywatela polskiego przed wynarodowieniem”.

Ostateczna decyzja o korekcie granicznej z 1924 r. nastąpiła w efekcie rozmów przeprowadzonych w Krakowie przez przedstawicieli Polski i Czechosłowacji, podjętych na zlecenie Rady Ligi Narodów i Konferencji Ambasadorów. Ich następstwem było podpisanie 6 maja tzw. Protokołów Krakowskich, które przez Radę Ambasadorów zatwierdzone zostały 5 września.

Wspomnienie okresu „pokrajania” Lipnicy Wielkiej przewija się również w relacjach innych mieszkańców tej wioski.

W dniu przyłączenia Orawy do Państwa Polskiego zostałem przy wielkiej obecności ludzi wybrany na wójta pierwszego na Orawie pod gołem niebem na posiedzeniu. Lecz niestety została nasza Lipnica podzielona, na pół została pod Czechami, a pół przyłączona do Państwa Polskiego i co teraz robić?Ludność pozostała pod Czechami przychodzi do mnie o ratunek – pisał w 1937 r. Jan Pakos we wniosku dotyczącym odznaczenia Medalem Niepodległości –  Ja  jako  wójt  pracowałem  dalej  zatem,  ażeby  cała  Lipnica  była  przyłączona do Państwa Polskiego. W roku 1923 przyjechałem z delegacją do Warszawy do Pana Ministra Zagranicznego, do Pana Marszałka Sejmu z prośbą o przyłączenie całej Lipnicy do Państwa Polskiego. Potem dowiedziałem się, że przyjedzie Pan Prezydent do Krakowa i w obecności Wielkiego Państwa i kilku tysięcy ludności byłem na audiencji przed P. Prezydentem 15 minut z prośbą o przyłączenie całej Lipnicy do Polski. Dostałem odpowiedź ustną od P. Prezydenta, żeby uspokoić ludność, wkrótce będzie zmiana w Lipnicy – owszem, o parę miesięcy została przyłączona cała Lipnica do Państwa Polskiego.

Brat ks. Ferdynanda Machaya, Karol, który w tym czasie był lipnickim proboszczem w krótkiej notatce z kapłańskiej tabeli kwalifikacyjnej wypisanej w 1927 roku wspominał o szykanach jakich doznawał w 1919 r. ze strony Czechów. „Parafia moja była podzielona do dwóch państw – Polski i Czechosłowacji, aż do dnia 5 czerwca 1924 roku” – zaznaczał.

Zagadnienie kwestii kościelnych przysparza kolejnej cennej pamiątki, jaką jest mapa wyrysowana na potrzeby kurii przez ks. Jana Maślaka, proboszcza Lipnicy Małej. Widać na niej obszar jego parafii wraz z przylegającym do niej sąsiedztwem. Na odręcznym rysunku zaznaczono przebieg linii granicy państwowej dzielącej m.in. część Lipnicy Wielkiej, jaką były Kiczory. Konsekwencją tego stało się ugruntowanie pojęcia Kiczor małolipnickich i wielkolipnickich – potem już w całości leżące w gminie Lipnica Wielka i tamtejszej parafii.

Mapa parafii Lipnica Mała 1922 r. wg. rysunku ks. Jana Maślaka
Mapa parafii Lipnica Mała wg. rysunku ks. Jana Maślaka z 1922 r. W części Kiczor po stronie polskiej wymienia m.in. osiedle Siarki i Polanę Bartoszową.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *