Bp Ryś: Życie Józefy Mikowej to czysta ewangelia

Mam takie poczucie, że niezależnie od tego, że nie jest beatyfikowana, nie jest kanonizowana, to jej życie to jest czysta ewangelia. – tak o Józefie Mikowej z Machayów mówi bp Grzegorz Ryś. Czy taki postulator świętości męczennicy z Orawy zawiedzie ją na ołtarze?

Od dłuższego czasu bp Grzegorz Ryś, mówi o niej jako o świętej. Ostatnio w sieci pojawiło się nagranie konferencji, jaką 23 lipca wygłosił w łódzkiej katedrze, w ramach festiwalu „Paradise in the City”, gdzie jednym ze słuchaczy był abp Konrad Krajewski, jałmużnik papieski.

Kiedyś wydarzyło mi się spotkanie z osobą świętą. Nie jest błogosławiona ani kanonizowana, ale to był chyba jedyny moment w moim życiu, kiedy siedząc w archiwum nad jednym dokumentem się popłakałem. Osoba, której dotyczy ten dokument jest mi bliska z dwóch powodów. Wtedy jeszcze nie znałem tych powodów. Pierwszy jest taki, że była siostrą księdza, który mnie ochrzcił – więc historia nie jest odległa. A drugi powód jest taki, że ona w czasie II wojny światowej w podziemiu miała pseudonim “Ryś”.

Rozpoczął od krótkiej anegdoty wprowadzającej w temat temat prelekcji, w której na przykładzie wybitnej Orawianki przedstawił model dochodzenia do świętości.

Józefa Mikowa z d. Machay z mężem Emilem Miką

To była kobieta pochodząca z Orawy – na południu Polski. Nazywała się Józefa Mikowa, z domu Machay. W czasie wojny przeprowadziła się do Krakowa razem ze swoim mężem. Wcześniej pracowali na takiej wsi orawskiej, która się nazywa Lipnica Wielka i ludzi uczyli wszystkiego, począwszy od rolnictwa, ogrodnictwa, jakiejś elementarnej kultury. Mąż pani Józefy był muzykiem z wykształcenia, zbierał pieśni orawskie, był zafascynowany gwarą orawską. A ona, oprócz tego, że uczyła takich najprostszych rzeczy z gospodarstwa domowego była też katechetką, więc przekazywała wiarę – jako świecka osoba.

W czasie wojny sprowadzili się do Krakowa włączyli się w działanie armii podziemnej. Najpierw został aresztowany mąż zginął w Oświęcimiu. Potem została aresztowana też pani Józefa. Najpierw przetrzymywano ją w Krakowie w więzieniu, które do dziś jest więzieniem, na Montelupich. Potem przewieziono ją do Zakopanego, gdzie m.in. przesłuchiwali ją jej uczniowie, których przygotowywała do bierzmowania – i wyobraźcie sobie, że oni potrafili w czasie tortur bić ją krzyżami, które dostali od niej na bierzmowanie, tłukli ją po głowie tymi krzyżami.

Po kilku miesiącach tortur w Zakopanem przewieziono ją z powrotem do Krakowa na Montelupich. Właściwie jeden z ostatnich epizodów jakie można o niej wyczytać – i to był ten tekst nad którym ja się popłakałem – to jest moment kiedy zamknięto ją na tydzień do izolatki, bez jedzenia i picia. Po tygodniu nagle otwarły się drzwi i ktoś jej wrzucił do celi kawałek czarnego chleba. Przez tydzień nic nie jadła, więc miała pierwszą myśl, że się rzuci na ten chleb i go pochłonie. Ale zaraz potem przyszła jej druga myśl, że ten chleb jest naszpikowany jakąś chemią i że chodzi może o to żeby ona zaczęła na zeznaniach sypać ludzi z siatki podziemnej, że zadenuncjuje ludzi, którzy walczą z Niemcami. Zatem odłożyła ten chleb. Wtedy drzwi się otwarły jeszcze raz i usłyszała od strażnika, który ją pilnował: “Szczęść Boże”, więc domyśliła się, że to musi być Ślązak, którego wcielono do armii niemieckiej i że to jednak nie jest podstęp,  ale ciągle się jeszcze bała.

Słuchajcie, jest zapis jej modlitwy! Ona uklęknęła w tej celi i pomodliła się mniej więcej tak – “Panie Jezu, półtora roku nie mam możliwości przyjmowania Cię w komunii świętej. Niemcy zabrali mi wszystko, ale przede wszystkim zabrali mi tę możliwość przyjmowania Ciebie, więc teraz chcę ten chleb spożyć jako komunię duchową z Tobą, ten czarny chleb wrzucony ręką żołnierza do mojej celi” – i na kolanach, kawałek po kawałku zjadła ten chleb jak komunię. Myślę że teraz rozumiecie, że się mogłem poryczeć.

To był jeden z jej ostatnich posiłków w życiu, bo kiedy po tygodniu była absolutnie osłabiona, przeniesiono ją do szpitala więziennego. Tam poznała kobietę, która ją zadenuncjowała. Przyszła się przyznać i powiedziała dlaczego. Mianowicie dlatego, że z kolei jej męża Niemcy aresztowali i zagrozili, że go zabiją jeśli nikogo nie wsypie, nie poda nikogo kto należy do podziemnej armii – i ona mówi: podałam ciebie, bo wiedziałem, że na tobie się skończy, że ty nikogo nie wsypiesz. Jest zostawiony przez więźniów opis pojednania tych dwóch kobiet, które płaczą i pani Józefa przebacza tej drugiej.

Artykuł w “Gościu Niedzielnym” o Józefie Mikowej.

W tym szpitalu Niemcy zabili ją zastrzykiem kiedy już była absolutnie osłabiona. Ksiądz, jej brat, kiedy odbierał jej ciało, bo Niemcy mu je wydali, usłyszał od niemieckiego oficera takie zdanie: “Gdybyście mieli w Polsce dziesięć takich kobiet, nas by tu nie było”.

Ona jest pochowana w Krakowie na cmentarzu salwadorskim. Nieraz tam idę. Jak przechodzę obok tego cmentarza, to wchodzę i idę się pomodlić na jej grobie. Mam takie poczucie, że niezależnie od tego, że nie jest beatyfikowana, nie jest kanonizowana, to jej życie to jest czysta ewangelia.

Dalej krakowski biskup wyjaśnia, jak Józefa, nie urodziła się świętą, ale do tej postawy dochodziła. Tak więc Orawianka posłużyła jako przykład człowieka z krwi i kości dochodzącego do doskonałości w przeciwieństwie do popularnych hagiografii świętych, którzy wedle dawnej religijności od początku swojego życia byli nadzwyczajni.

Zachęcamy do obejrzenia nagrania z całym wystąpieniem biskupa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *